Parafia św. Wawrzyńca w Regulicach

czerwiec 201817niedziela

Sprzątanie kościoła

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

SPRZĄTANIE KOŚCIOŁA

Nadleśnictwo i Regulice Górne

od 15 czerwca do 7 lipca 2018 roku

 

Piątek (15 czerwca), godz. 1830

lub sobota (16 czerwca), godz. 800              

1. Renata i Marcin ŻYRKOWSKI                                                        

2. Urszula i Bogusław KAPCIA                                                           

3. Elżbieta i Jarosław BRZEZOŃ                                              

4. Kazimierz BYCINA                                                                        

5. Monika KOSZYK                                                                           

6. Małgorzata i Stanisław JOCHYMEK                                       

7. Stanisława i Wiesław CIUPEK                                                    

8. Agata i Sławomir DUDEK                                                              

 

Piątek (22 czerwca), godz. 1830

lub sobota (23 czerwca), godz. 800 

1. Marzena PRZEKOTA                                                              

2. Stanisława i Eugeniusz MALCZYK                                        

3. Ewelina i Grzegorz KANIA                                                          

4. Irena i Władysław MAŚLANKA                                                  

5. Wanda i Mariusz MAJ                                                                   

6. Anna i Andrzej PARYSIEWICZ                                                   

7. Elżbieta i Jerzy RYBA                                                                  

8. Lidia DĘBSKA                                                                              

 

Piątek (29 czerwca), godz. 1845

lub sobota (30 czerwca), godz. 800   

1. Melania i Adam LIZOŃ                                                          

2. Katarzyna i Tomasz JOCHYMEK                                               

3. Izabella i Marcin PAŁKA                                                                

4. Danuta i Marek KAPCIA                                                               

5. Andżelika i Krzysztof MAJCHERCZYK                                        

6. Iwona i Robert BACHOWSCY                                                       

7. Danuta i Andrzej NOCULA                                                           

8. Anna i Jarosław MISTARZ                                                            

 

Piątek (6 lipca), godz. 1830

lub sobota (7 lipca), godz. 800  

1. Beata i Roman KAPCIA                                                             

2. Jadwiga i Andrzej ZAJĄC                                                            

3. Halina i Józef BOGUCCY                                                            

4. Wanda i Ryszard CIEŚLIK                                                         

5. Krystyna i Ryszard KONDEK                                              

6. Ewelina i Szymon BIAŁAS                                                           

7. Justyna i Mariusz PIĄTEK                                                            

8. Ewa i Józef RYBA             

 

 

                                                           

czerwiec 201815piątek

DIALOGI Z ARCYBISKUPEM

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

DIALOGI Z ARCYBISKUPEM: DZIECKO NIE JEST WŁASNOŚCIĄ RODZICÓW

 

- Oddawanie czci przede wszystkim odnosi się do Pana Boga - to Jego mamy czcić. Ale właśnie dlatego, że rodzice tak blisko są Boga Stwórcy w akcie powoływania do życia ich i Bożego dziecka, to także im należy się cześć - mówił podczas ostatnich w tym roku akademickim dialogów u św. Anny abp Marek Jędraszewski. Ich temat brzmiał: „IV przykazanie. Szacunek - czy zawsze?"

 

 

Arcybiskup rozpoczął katechezę od zwrócenia uwagi, że IV przykazanie Dekalogu jest jedynym związanym z błogosławieństwem: „Czcij ojca swego i matkę swoją abyś długo żył i dobrze ci się powodziło".
- Jest jakaś szczególna obietnica Boga dla tych, którzy okazują cześć, szacunek i miłość swoim rodzicom.

 

 

Metropolita podkreślił zarazem, że okazywania szacunku i czci nie można komuś narzucić, ale do tego się dojrzewa. Arcybiskup Jędraszewski odwołał się dalej do tekstu konferencji bpa Jana Pietraszki z 1956 roku, w której mówił, że owszem, rodzice dają życie, ale jeszcze bardziej daje je Pan Bóg. 

- Biskup dotyka tu najbardziej głębokiego spojrzenia na to, czym jest rodzicielstwo i co znaczy być rodzicem dla swojego dziecka. To znaczy mieć od samego początku świadomość tego, że prokreacja, dawanie życia dziecku to współdziałanie ze stwórczym dziełem samego Boga. Nie wystarczy spojrzenie czysto biologiczne, ale jest konieczne spojrzenie w kategoriach wiary. I w tym momencie mamy odniesienie do Ojca wszelkiego stworzenia. W tym kontekście odkrywamy kim jest człowiek i kim jest ojciec i matka, mianowicie przedłużeniem stwórczych dłoni Boga. (...) I nie dziwmy się, że IV przykazanie mówi o czci. Mamy czcić ojca i matkę, choć wiemy, że to słowo, oddawanie czci, odnosi się przede wszystkim do Pana Boga - to Jego mamy czcić. Ale właśnie dlatego, że rodzice tak blisko są Boga Stwórcy w akcie powoływania do życia ich i Bożego dziecka, to także im należy się cześć.

 

Drugi tekst, do którego odwołał się metropolita krakowski to rozważanie Jana Pawła II z 1991 roku dotyczące IV przykazania. Ojciec św. zadał w nim pytanie - czy rodzice swoim postępowaniem robią wszystko, żeby na cześć zasłużyć?

 

Arcybiskup za Janem Pawłem II mocno podkreślił, że po stronie rodziców także leży ogromna odpowiedzialność. To jak patrzą na dziecko już od poczęcia, czy jest dla nich przeszkodą, zakłóceniem rytmu życia czy Bożym darem, który przyjmują z miłością i poczuciem odpowiedzialności. Metropolita przypomniał, że dziś wiemy, iż dla dziecka nie jest obojętnym jak rodzice przeżywają jego obecność już w okresie prenatalnym.

- Chodzi o to, żeby dziecko nawet w momencie jakiejś słabości swoich rodziców mogło dostrzegać przede wszystkim to, że oni się kochają. Dziecko czuje się szczęśliwe i ma pełne poczucie bezpieczeństwa kiedy widzi, że jego rodzice się kochają. I nie ma większej krzywdy jaką rodzice mogą dziecku wyrządzić jak właśnie ta, że miedzy nimi są nieporozumienia, kłótnie, nie daj Boże przemoc i dalej rozwód i rozpad ich domu. Nie ma większego nieszczęścia - podkreślił metropolita.

 

Pierwsze z postawionych pytań dotyczyło trudnych relacji z rodzicami oraz tego, czy w takim przypadku dziecko chcące być dobrym chrześcijaninem ma obowiązek naprawy tych relacji?

 

W odpowiedzi arcybiskup zaznaczył, że niezwykle istotnym w tej sytuacji jest wiek dziecka. Trudno bowiem, by małe dziecko naprawiało trudne relacje w sposób świadomy i mądry. Natomiast zawsze, nawet to małe dziecko, może modlić się za swoich rodziców.

- Głęboko wierzymy, że modlitwa jest czymś bardzo ważnym w życiu każdego chrześcijanina i jesteśmy przekonani, że Pan Bóg jest szczególnie wrażliwy na głos dzieci.

 

Kolejne pytanie związane było z tym, czy czwarte przykazanie odnosi się tylko do rodziców biologicznych, czy np. do chrzestnych i zastępczych także?

 

Metropolita podkreślił, że każdemu człowiekowi należy się szacunek. Zaznaczył zarazem, że w przykazaniu nie ma rozróżnienia między rodzicami biologicznymi, a tymi, którzy pełnię tę funkcję ze względu na różne koleje losu. Paradoksalnie może właśnie tym drugim należy się większy szacunek, bo nie ma naturalnej więzi, jak w przypadku rodziców biologicznych. To znaczy, że za miłością takiego rodzica stoi większy wysiłek. I jak tu nie odpowiadać na to szacunkiem i swoją miłością?

 

Czy jeżeli rodzice mają wątpliwości co do wyboru męża lub żony należy ich posłuchać czy raczej postawić na swoim?

 

Odpowiadając na to pytanie metropolita powiedział, że rodzice mają prawo do dawania rad i zarazem mają taki obowiązek. 

- Ale to jest tylko rada. Tylko i aż. Ostatecznie decyzja należy do tych, którzy chcą ze sobą żyć w związku małżeńskim, bo to jest ich wybór. Musi to być jednak wybór rzeczywiście przemyślany, otwarty na to, co mogą powiedzieć ich rodzice. Ale też zdajmy sobie sprawę z tego, że opinia rodziców może być uwarunkowana wielorako i nie zawsze musi to być opinia trafna.

 

Arcybiskup podkreślił, że nie może być tak, iż rodzice wybierają dzieciom mężów czy żony, ale mądrość i dojrzałość dzieci będzie polegała także na tym, żeby umieć usłyszeć i przyjąć taką czy inną opinię ze strony rodziców, choć nie zawsze musi to być opinia, z którą się będą zgadzać. Ale pewna mądrość i otwartość każe wsłuchać się w głos rodziców, przyjmując także to, co wydaje się naturalne - że rodzicom naprawdę zależy na dobru dziecka.

 

Co mówić rodzicom, którzy nie chcą pozwolić wyprowadzić się z domu dziecku, które chce się usamodzielnić? Czy wyprowadzając się, okaże brak szacunku?

 

W odpowiedzi metropolita przypomniał, że do niedawna w Polsce obowiązywał model, w którym dzieci mieszkały z rodzicami aż do zawarcia małżeństwa. To się zmienia, także ze względu na lepsze warunki materialne. Arcybiskup wyjaśnił, że jest rzeczą oczywistą, że dorosłe dzieci nie mogą być ciągle na utrzymaniu rodziców, bo to jest w jakiejś mierze deprawujące. Z drugiej strony jednak życie samodzielne wiąże się z pewnym ryzykiem. Wszystko zależy od tego dlaczego chce się wyjść z domu. Bo jeśli tylko po to, być żyć tak, jak mi się podoba, wbrew przykazaniom, sprzeciw rodziców może wynikać z troski.

 

Kolejne pytanie brzmiało: Czy grzechem jest modlitwa o śmierć rodzica w sytuacji, gdy wyniszcza on całą rodzinę?

 

Arcybiskup odpowiedział, że powinna to być raczej modlitwa o jego nawrócenie, by coś takiego się wydarzyło, co sprawi, że te relacje nie będą wyniszczaniem, ale wspólnym budowaniem.

 

Jak dziecko, które nie dostaje miłości od swoich rodziców ma nauczyć się kochać i jak ma szanować takich rodziców?

Odpowiadając na to pytanie, metropolita przyznał, że kiedy dziecko dowie się, iż jest niekochane, niechciane, to powstaje w nim zranienie i ból oraz poczucie krzywdy.

 

Wspomniał jednak, że jest z tym związany pewien paradoks. Opowiedział o wizycie w domu dziecka u sióstr urszulanek, które tłumaczyły mu, że robią wszystko dla przebywających tam dzieci, ale to nie wystarcza. Jest w nich ogromny bunt, że muszą być tutaj a nie u swoich rodziców. W domach rodzinnych spotyka je wiele krzywd od rodziców, ale nie pozwolą powiedzieć o żadnym z nich złego słowa.

- To jest niewiarygodne jak dziecko chce być kochane i jak chce kochać. Niekiedy naprawdę kocha bardziej niż tej miłości od swoich rodziców rzeczywiście otrzymuje.

 

Arcybiskup przypomniał jeszcze raz, że rodzice są odpowiedzialni za szczęście dziecka, dla którego nie ma większej krzywdy niż rozwód rodziców.

 

Jedno z ostatnich pytań dotyczyło napiętych relacji z „toksycznym" rodzicem. Czy na dziecku spoczywa obowiązek naprawy takiej relacji i pogodzenia się?

 

Metropolita przypomniał, że Pan Jezus uczy, iż jeśli ktoś przychodzi przed ołtarz a ma nieuporządkowaną relację, powinien zostawić swój dar, pojednać się i dopiero wtedy przyjść znowu. Wyjaśnił, że taka naprawa relacji czasem wymaga dużo wysiłku, ale na tyle na ile się da, trzeba starać się te relacje ciągle na nowo kształtować.

 

Ostatnie pytanie brzmiało: Dlaczego Kościół tak mało mówi, że dziecko nie jest własnością swojego rodzica? I dalej co zrobić z zaborczą miłością rodzica wobec dziecka?

- Dziecko w ogóle nie jest własnością rodziców, bo nie jest rzeczą. Oprócz tego, że istnieje bardzo ważna relacja miedzy rodzicem a dzieckiem, jest jeszcze ta ważniejsza między Panem Bogiem a dzieckiem. Jeśli rodzice zdają siebie sprawę z tego, że oni nie są najważniejsi, a przynajmniej nie są jedyni, że jest jeszcze Pan Bóg, to na pewno uczy to przyjmowania jakiegoś dystansu i ostrożności w traktowaniu swojego dziecka nie przedmiotowo i nie na zasadzie, że ono jest moje i mogę zrobić z nim niemal co chcę i co więcej, mogę sterować jego życiem - tłumaczył metropolita. Podkreślił zarazem, że jeśli zaborcza miłość rodzica dotyczy dorosłego dziecka, trzeba przerwać taką sytuację. Czasem takie „przerwanie pępowiny" jest zbawienne także dla rodziców.

 

Na następny cykl „Dialogów z arcybiskupem" zapraszamy w przyszłym roku akademickim.

 

 

kwiecień 201812czwartek

ABP MAREK JĘDRASZEWSKI O ADHORTACJI "GAUDETE ET EXULTATE"

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

ABP MAREK JĘDRASZEWSKI

O ADHORTACJI PAPIEŻA FRANCISZKA „GAUDETE ET EXSULTATE?

 

Jeżeli w kwestiach wiary rozum rozwiązuje wszystko, to już nie ma tam wiary, tam jest karykatura - mówił podczas konferencji wygłoszonej do diakonów i kleryków Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie abp Marek Jędraszewski.

Konferencja metropolity stanowiła swoisty komentarz do najnowszego dokumentu papieskiego, adhortacji „Gaudete et exsultate" dotyczącej świętości. Arcybiskup zwrócił uwagę na jej kluczowe fragmenty. 

Na samym początku zaznaczył, że w jego przekonaniu dokument ten stanowi przedłużenie i próbę pogłębienia myśli Jana Pawła II dotyczącej świętości, do której papież wielokrotnie wzywał. Arcybiskup zwrócił uwagę, że Ojciec Święty Franciszek podkreśla, iż mówiąc o świętych, nie ma na myśli tych wyniesionych już na ołtarze, ale zwykłych ludzi żyjących obok nas, ze swoimi słabościami, ale wiernych Bogu w codzienności swego życia.

Następnie metropolita omówił dwie postawy stanowiące najważniejsze zagrożenia świętości, na które wskazał papież Franciszek. Pierwsza to gnostycyzm. - Ta tendencja będzie kładła akcent przede wszystkim na intelekt, na oświecenie, na jakąś szczególną wiedzę, którą się posiadło, wiedzę tajemną, która z kolei sprawia, że my wiemy lepiej i dlatego mamy prawo tych niewykształconych i głupich pouczać. (...) Do czego to prowadzi? (...) Ma się teorię, wie się coś z niezachwianą pewnością i w imię tej teorii wszystkich innych się ocenia. Ale w tym momencie traci się to, co jest najbardziej istotne, gdy chodzi o samego Pana Boga. Nie ma już dla Niego miejsca. (...) Jeżeli w kwestiach wiary rozum rozwiązuje wszystko, to już nie ma tam wiary, tam jest karykatura - mówił arcybiskup.

Drugą postawą stanowiąca zagrożenie dla świętości jest pelagianizm. - To podkreślenie osobistej woli, osobistego wysiłku. Tak, jakby wszystko od nas zależało, tak jakbyśmy my mogli o wszystkim decydować, zapominając o tym, że On pierwszy nas umiłował. (...) Inicjatywa nawet najlepszych i najwspanialszych rzeczy w naszym życiu należy do Boga. My ewentualnie na te impulsy ze strony Pana Boga się otwieramy, staramy się je urzeczywistniać przy współpracy z Bożą łaską, a pelagianizm w gruncie rzeczy nie przyznaje miejsca dla Bożej łaski. 

W dalszej części adhortacji papież dokładnie, jedno po drugim omawia osiem błogosławieństw, co metropolita podsumował: - Chodzi o to, żeby zrozumieć, że dążenie do świętości, wysiłek każdego dnia to współpraca z Bożą łaską po to, żeby być dla Boga i dla świata kimś błogosławionym. Niełatwy to wysiłek pójścia pod prąd zwłaszcza, gdy napotykamy wiele trudności.

Iść pod prąd, wychodzić do świata, jak zaznacza papież, musi cały Kościół, ale tam czekają na niego zagrożenia. Nie może m.in. zapamiętać się w aktywizmie, który sprowadzi go do rangi kolejnej instytucji charytatywnej. - Głównym fundamentem działania różnego rodzaju struktur pomocowych Kościoła, jak wiemy bardzo potrzebnych i bardzo oczekiwanych przez świat, jest zrozumienie tego, że Bóg jest miłością, a my na miarę naszych możliwości mniejszych, większych chcemy innym pomagać - tłumaczył metropolita. Dodał zarazem, że ta Boża miłość jest najważniejszą inspiracją dla chrześcijanina, który chce nieść pomoc.

W ostatnim fragmencie konferencji arcybiskup skupił się na pięciu przejawach świętości, o których pisze papież. Są to najpierw „znoszenie, cierpliwość, łagodność", a zatem, jak tłumaczył metropolita, także umiejętność zostawiania pewnych spraw Panu Bogu, by to On rozwiązywał je po swojemu i w swoim czasie. 

Potem „radość i poczucie humoru". Arcybiskup zwrócił uwagę, że jako przykład takiej „radosnej" świętości papież wskazuje na Matkę Bożą, która po przyjęciu Bożego orędzia wyśpiewuje Magnificat. - To jest autentyczna radość człowieka, który wierzy i który kocha Boga i drugiego człowieka. I nie ma nic wspólnego z tym czasem fałszywie przyklejonym do twarzy uśmiechem, czy uśmieszkiem, który tak łatwo znaleźć we współczesnym świecie - komentował metropolita.

Trzecią postawą przywołaną przez papieża jest „śmiałość i zapał", czyli, jak tłumaczył arcybiskup, otwarcie się na Ducha Świętego i Jego natchnienia i rozeznawanie, które z nich pochodzą rzeczywiście od Boga. 

Przedostatnią cechę świętości stanowi wspólnota, która bywa swoistym ciężarem, ale ostatecznie jest przede wszystkim błogosławieństwem. Piątą i ostatnią postawą jest „trwanie na modlitwie".

- Modlitwa musi być nieustanną pamięcią o tym, że Bóg wkroczył w dzieje Kościoła i moje i jest w tych dziejach nieustannie obecny - mówił metropolita.

Na zakończenie arcybiskup odniósł się do sformułowanej wprost przez papieża Franciszka przestrogi przed szatanem, który jest realnym zagrożeniem na drodze do świętości. 
- Szatan jest i działa. To nie jest żaden mit, jakieś abstrakcyjne wyobrażenie zła. Nie. To jest bardzo konkretna siła, która chce nas zagarnąć - mówił arcybiskup.

 

 

 

kwiecień 20181niedziela

ŻYCIE KRYJE ZALĄŻEK ZMARTWYCHWSTANIA

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

BP JAN ZAJĄC: TWOJE ŻYCIE KRYJE W SOBIE ZALĄŻEK ZMARTWYCHWSTANIA!

Jesteśmy jedno z Chrystusem Zwycięzcą, także w tej epoce, która jest tak mocno naznaczona niepokojem i niepewnością! - mówił bp Jan Zając podczas Wigilii Paschalnej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. W swojej homilii nawiązał do nauczania papieża Franciszka o czułej miłości Boga do człowieka.

Chrystus nie został w grobie. Jego Ciało nie doznało rozkładu. Należy do świata żywych, jest w zupełnie nowym życiu! Takie jest przesłanie, jakim obdarowuje nas ta Święta Noc z pokolenia na pokolenie - mówił bp Zając podczas homilii.

Biskup podkreślił, że chrześcijanin, który prawdziwie przeżywa Noc Paschalną, jest zobowiązany do dawania świadectwa. - Tamto życie, wydarte, zniszczone, unicestwione na krzyżu, zbudziło się i znów pulsuje. Bicie serca Zmartwychwstałego jawi się nam jako dar i perspektywa. Bicie serca Zmartwychwstałego jest tym, co zostało nam dane i co my mamy dawać innym jako zaczyn nowej ludzkości - mówił kapłan.

Idźmy do tych, którym wydaje się, że grób ma ostatnie słowo, a śmierć jest jedynym rozwiązaniem. Idźmy i mówmy, że Pan żyje i pragnie zmartwychwstawać w naszych braciach i siostrach, którzy pogrzebali nadzieję i godność - apelował biskup, przypominając o chrześcijańskim obowiązku głoszenia Ewangelii.

Honorowy kustosz Sanktuarium nawiązał do słów Ojca Świętego Franciszka o czułości Boga. - Idźmy i dajmy się zadziwić Chrystusowi. Pozwólmy, aby Jego czułość, Jego miłość kierowały naszymi krokami. Pozwólmy, aby bicie Jego serca przemieniało nasze słabe życie - mówił. - Niech nasze serca, opromienione Bożą miłością, otwierają się na Jezusa, a w Nim na wszystkich ludzi. Jesteśmy jedno z Chrystusem Zwycięzcą, także w tej epoce, która jest tak mocno naznaczona niepokojem i niepewnością! - podkreślił bp Zając.

Bóg kolejny raz wychodzi nam na spotkanie, aby ustanowić nowy czas, czas miłosierdzia - mówił biskup. Zaznaczył także, że w tę wyjątkową noc spełniła się obietnica dana ludzkości przed wiekami. - Raduj się, bo twoje życie kryje w sobie zalążek zmartwychwstania, dar życia, który czeka na przebudzenie! - apelował.

Na koniec główny celebrans podkreślił, że każdy chrześcijanin musi być człowiekiem odpowiedzialnym i pełnym troski o bliźniego: - Niech wzmocnią się więzy miłości i nadziei i niech wzrośnie nasza odpowiedzialność za całą ludzką rodzinę, za którą Jezus umarł i dla której zmartwychwstał. Niech wszystkie serca otworzą się na przyjęcie darów: Bożej radości, pokoju i Bożego miłosierdzia - zakończył.

 Źródło: KAI, kana / Kraków

 

marzec 20189piątek

JEZUS JEST GŁOSEM BOGA ...

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

BP JAN ZAJĄC: JEZUS JEST GŁOSEM BOGA, KTÓRY POWINNIŚMY SŁUCHAĆ

8 MARCA 2018

W czwartek 8 marca wieczorem kolejnym kościołem stacyjnym archidiecezji krakowskiej było sanktuarium św. Jana Pawła II. "Jezus jest głosem Boga, który powinniśmy słuchać. Jezus jest słowem Ojca" - powiedział do zebranych na Eucharystii honorowy kustosz tego miejsca bp Jan Zając.

W wygłoszonej homilii hierarcha zaznaczył, że podczas wielkopostnej wędrówki nawrócenia nie można pominąć starotestamentowego wezwania do słuchania głosu Pana. "Posłuszeństwo słowu Bożemu nie jest zniewoleniem. Ma prowadzić do żywej i osobistej relacji z Bogiem" - podkreślił kaznodzieja. Spytał wiernych, czy słowa skargi Boga na Izraelitów, którzy nie chcieli Go słuchać, zamieszczone w Księdze Jeremiasza, nie są skierowane także do nich. "Czy stwierdzenie o zatwardziałości serc nie odnosi się także do mojej postawy? Czy słucham głosu Pana? Trzeba sobie odpowiedzieć na te pytania, bo postawa ludu wybranego jest dla nas przestrogą, abyśmy na próżno nie przyjmowali łaski Boga i nie słuchali Jego słowa" - powiedział mówca.

Następnie odniósł się do odczytanego fragmentu Ewangelii św. Łukasza o uzdrowieniu człowieka opętanego. Zauważył, że świadkowie cudu nie odebrali go dobrze - jedni zarzucili Jezusowi konszachty z diabłem, inni domagali się kolejnych znaków. "Dziwny paradoks: mieli cud, uzdrowienie, a jednak chcieli czegoś więcej. Wydarzenie to poucza, że człowiekowi wierzącemu nie są potrzebne cuda. I choć Bóg może ich dokonywać, to musimy pamiętać, że Jezus jest pierwszym i ostatnim cudem i znakiem" - zaznaczył biskup.

Przypomniał, że Chrystus jest obrazem Boga Ojca, "jest głosem Boga, który powinniśmy słuchać". I dodał: "Jezus jest słowem Ojca. Misterium Jego życia, śmierci i zmartwychwstania - oto cała treść naszej wiary". Zachęcił przybyłych do tego, by na drodze wielkopostnych nawróceń pamiętali o słowach psalmu: "Kiedy Bóg mówi, nie gardź Jego słowem". Zwrócił uwagę, że "każde odrzucenie Bożej nauki i niesłuchanie Bożego głosu prowadzi do ślepego zaułku i budzi rozpacz".

Wezwał, by nie zapominać o tych bliźnich, którzy nie przyjmują Bożych słów. Odniósł się przy tym do wypowiedzi św. Jana Pawła II, który nawoływał do "otwarcia drzwi Chrystusowi". "Otwórzmy drzwi naszych uszu na słowo Boże. Drzwi naszych serc, by Boża prawda je ogarnęła. I otwórzmy nasze dłonie, byśmy nieśli to Boże słowo i prawdę całemu współczesnemu światu" - zakończył swą naukę bp Zając.

Źródło: KAI, luk / Kraków

 

luty 201822czwartek

CZŁOWIEK ROKU 2017

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

ABP MAREK JĘDRASZEWSKI – CZŁOWIEK ROKU 2017 „TYGODNIKA SOLIDARNOŚĆ”

„Tygodnik Solidarność" wybrał Człowiekiem Roku 2017 metropolitę krakowskiego arcybiskupa Marka Jędraszewskiego.- Abp Jędraszewski był, jest i będzie przyjacielem „Solidarności" - mówiła w Polskim Radiu 24 Izabela Kozłowska z „Tygodnika Solidarność".

Jak podkreślała Izabela Kozłowska, metropolita krakowski Marek Jędraszewski zawsze upominał się o najsłabszych. - Abp Jędraszewski wspierał nie tylko „Solidarność", ale i komitet ustawodawczy w sprawie ustawy ograniczającej handel w niedzielę. Dodawał otuchy, że warto walczyć do samego końca i nie poddawać się, pomimo trudności. Arcybiskup Marek Jędraszewski, mimo tego, że jest krytykowany, pozostaje wierny nauczaniu Jezusa Chrystusa i Ewangelii - mówiła rozmówczyni Polskiego Radia 24.

Według dziennikarki nauczanie arcybiskupa Jędraszewskiego jest przesiąknięte myślą papieża Jana Pawła II. - W wywiadzie abp Jędraszewski wspominał, że w dekalogu jest napisane, by „czcić ojca swego i matkę swoją", dlatego też Kościół ma prawo angażować się w życie publiczne, upominając i wskazując drogę jaką społeczeństwo powinno podążać. To oznacza, że hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna" to nie są tylko puste słowa w życiu abp Jędraszewskiego - powiedziała Kozłowska.

Więcej w całej audycji na: www.polskieradio

Gospodarzem programu był Wojciech Kościak.

Źródła: Polskie Radio 24/IAR/PAP

Fot. Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

 

luty 201818niedziela

Bp Damian Muskus

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

BP MUSKUS: KREW MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ

NIE MOŻE BYĆ KARTĄ PRZETARGOWĄ W POLITYCZNYCH SPORACH

 

Przelana krew i świadectwo heroicznego człowieczeństwa męczenników II wojny światowej, różnych wyznań i narodowości, nie może być kartą przetargową w politycznych sporach - mówił bp Damian Muskus OFM w Krakowie podczas Mszy św., której przewodniczył w 73. rocznicę śmierci bł. Julii Rodzińskiej OP. Należy ona do grona 108 błogosławionych męczenników II wojny światowej.

W kaplicy Domu Generalnego Zgromadzenia Sióstr św. Dominika w Krakowie bp Muskus odprawił Mszę św. w rocznicę śmierci błogosławionej dominikanki, która zmarła męczeńską śmiercią w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof. W homilii podkreślał, że s. Julia, a wraz z nią znani i nieznani męczennicy II wojny światowej, różnych wyznań i narodowości, są głosem, którego trzeba słuchać dziś, gdy „przeszłość znów rzuca swój cień na naszą rzeczywistość społeczną".

„Przelana krew, świadectwo heroicznego człowieczeństwa i ufnego dziecięctwa Bożego siostry Julii i tylu tysięcy ludzkich istnień, nie może być kartą przetargową w politycznych sporach. Ich popioły nie mogą służyć jako budulec kolejnych murów między ludźmi" - zaapelował hierarcha. Podkreślił, że nie wolno pozwolić, by „zbrodnie przeszłości zwyciężyły, wydając po latach zatrute owoce kłótni i konfliktów". „Nie można pozwolić na to, by pamięć o męczeństwie tylu istnień ludzkich została sprofanowana" - zaznaczył.

Kaznodzieja przypomniał, że okoliczności, w których s. Rodzińskiej przyszło zdawać egzamin z człowieczeństwa i zaufania Bogu, były nieludzkie, a stworzyło je „zło, które przybrało kształt zbrodniczego systemu, machiny do zabijania milionów istnień ludzkich, różnych wyznań, ras i narodowości". Podkreślił, że oprzeć się tej machinie zdołali tylko ci, którzy nie zapomnieli o swoim człowieczeństwie, choć nie zawsze mogli ocalić swoje ziemskie życie.

Biskup zauważył również, że źródłem heroicznej postawy dominikanki była nieustanna modlitwa. „Siostra Julia czuła się Bożym dzieckiem nawet wtedy, gdy ją męczono, gdy przymierała głodem, nawet wtedy, gdy musiała bezradnie patrzeć na rozlewający się wokół ocean cierpień. Czuła się bezpiecznie w Bożych rękach i to dawało jej siłę, by w nieludzkich warunkach promieniować dobrem i nieść ulgę znękanym" - mówił krakowski biskup pomocniczy, dodając, że to właśnie jej modlitwa ocaliła niejedno życie.

Kaznodzieja podkreślił, że s. Julia obejmowała swoją modlitwą wszystkich, którzy znaleźli się za drutami niemieckiego obozu Stutthof: chrześcijan i Żydów, Polaków, Rosjan czy Łotyszów. „Za drutami obozu uczyła swoich cierpiących braci i siostry ufności, nadziei wbrew wszystkiemu i przebaczania oprawcom. Choć nie ocaliła swojego życia, to jednak ocaliła nadzieję" - stwierdził hierarcha.

Według niego, przebaczenie to jedyny sposób, by nie przerwać łączącej nas więzi dzieci Bożych. Dziś jej postawa jest źródłem nadziei, że w zjednoczeniu z Bogiem człowiek może odnieść zwycięstwo nawet w skrajnych okolicznościach.

Na zakończenie bp Muskus stwierdził, że s. Julia Rodzińska może być patronką pokoju i pojednania, oraz nauczycielką przebaczenia i braterstwa. Wezwał do modlitwy za jej wstawiennictwem o „nadzieję dla naszego podzielonego świata".

Bł. s. Julia Rodzińska OP (1899-1945) swoją posługę realizowała w Mielżynie, Rawie Ruskiej i w Wilnie. Po wybuchu II wojny światowej brała udział w tajnym nauczaniu i prowadziła działalność humanitarną. Trafiła do niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof. Niosła pomoc współwięźniom niezależnie od wyznania i narodowości. Zmarła na tyfus, opiekując się konającymi więźniarkami. W 1999 r. została ogłoszona błogosławioną przez św. Jana Pawła II w gronie 108 męczenników II wojny światowej.

  

Źródło: KAI, md / Kraków

 

luty 201811niedziela

Papieskie Orędzie na 33. Światowy Dzień Młodzieży

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

Papieskie orędzie na 33. Światowy Dzień Młodzieży

„Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1, 30)

Drodzy młodzi,

Światowe Dni Młodzieży 2018 stanowią krok naprzód w przygotowaniu międzynarodowego spotkania, które odbędzie się w Panamie w styczniu 2019 roku. Ten nowy etap naszej pielgrzymki przypada na rok, w którym zwołane jest Zgromadzenie Zwyczajne Synodu Biskupów na temat: „Młodzież, wiara i rozeznanie powołania”. To dobry zbieg okoliczności. Uwaga, modlitwa i refleksja Kościoła będą skierowane na Was, ludzi młodych, z pragnieniem zrozumienia, a przede wszystkim przyjęcia drogocennego daru, jakim jesteście dla Boga, dla Kościoła i dla świata.

Jak już wiecie, postanowiliśmy, aby w tej drodze towarzyszył nam wzór i wstawiennictwo Maryi, młodej kobiety z Nazaretu, którą Bóg wybrał jako Matkę swego Syna. Idzie ona z nami ku Synodowi i Światowym Dniom Młodzieży w Panamie. Jeśli w ubiegłym roku prowadziły nas słowa Jej kantyku uwielbienia: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,49) - ucząc nas upamiętniać przeszłość – to w bieżącym roku staramy się słuchać wraz z Nią głosu Boga, który budzi odwagę i daje łaskę konieczną, aby odpowiedzieć na Jego wezwanie: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1, 30). Są to słowa wypowiedziane przez posłańca Boga, archanioła Gabriela, do Maryi, prostej dziewczyny z małej wioski w Galilei.

1. Nie bój się!

To zrozumiałe, że nagłe pojawienie się anioła i jego tajemnicze pozdrowienie: „Bądź pozdrowiona pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1,28), wywołały silny niepokój w Maryi, zaskoczonej tym pierwszym objawieniem jej tożsamości i powołania, do tej pory jej nieznanych. Maryja, podobnie jak inne postacie z Pisma Świętego, drży w obliczu tajemnicy powołania Boga, który w jednej chwili stawia ją przed ogromem swego planu i sprawia, że odczuwa ona całą swą małość skromnego stworzenia. Anioł, czytając w głębi jej serca, mówi do niej: „Nie bój się”! Bóg czyta również w naszych sercach. Dobrze zna wyzwania, jakim musimy stawić czoło w życiu, zwłaszcza, gdy stajemy w obliczu decyzji fundamentalnych, od których zależy, kim będziemy i co zrobimy na tym świecie. To „ciarki” jakie odczuwamy, gdy mamy do czynienia z decyzjami dotyczącymi naszej przyszłości, naszego stanu życia, naszego powołania. W takich chwilach jesteśmy wzburzeni i ogarnia nas wiele lęków.

A Wy, ludzie młodzi, jakie żywicie obawy? Co was najbardziej niepokoi w głębi serca? W wielu z was istnieją obawy „drugoplanowe”, że nie jesteście kochani, lubiani, nie akceptowani takimi, jakimi jesteście. Dziś jest wielu młodych, którzy mają poczucie, że muszą być inni od tego, czym są w rzeczywistości, próbując się dostosować do często sztucznych i nieosiągalnych standardów. Nieustannie dokonują retuszowania swoich wizerunków, chowając się za maskami i fałszywymi tożsamościami tak, że sami niemal stają się “fake’iem”. U wielu z nich mamy do czynienia z obsesją na tle otrzymywania jak największej liczby „polubień”. I z tego poczucia nieadekwatności rodzi się wiele obaw i niepewności. Inni lękają się, że nie znajdą bezpieczeństwa emocjonalnego i zostaną sami. W wielu, w obliczu niepewności związanej z pracą, wkracza lęk przed niemożnością znalezienia satysfakcjonującej afirmacji zawodowej, nie spełnienia swoich marzeń. Te obawy są dziś bardzo obecne w wielu młodych ludziach, zarówno wierzących, jak i niewierzących. Także ci, którzy przyjęli dar wiary i poważnie poszukują swojego powołania, nie są rzecz jasna wolni od strachu. Niektórzy myślą: może Bóg chce ode mnie, albo zażąda ode mnie za wiele. Może przemierzając drogę wskazaną mi przez Niego, nie będę naprawdę szczęśliwy, albo nie będę mógł sprostać temu, o co mnie prosi. Inni zadają sobie pytanie: czy podążam drogą wskazaną mi przez Boga, kto może mi zagwarantować, że będę mógł podążać nią do końca? Czy nie ulegnę zniechęceniu? Czy nie stracę entuzjazmu? Czy będę umiał wytrwać przez całe me życie?

W chwilach, kiedy wątpliwości i lęk tłoczy się w naszych sercach, konieczne staje się rozeznanie. Pozwala nam ono uporządkować zamęt w naszych myślach i uczuciach, aby działać w sposób właściwy i roztropny. Pierwszym krokiem w tym procesie prowadzącym do przezwyciężenia lęków jest ich wyraźne określenie, by nie okazało się, że marnujemy czas i energię, padając łupem nietrwałych upiorów pozbawionych oblicza. W tym celu zapraszam wszystkich, byście spojrzeli do swego wnętrza i nazwali wasze lęki po imieniu. Zadajcie sobie pytanie: co mnie martwi, czego boję się najbardziej dzisiaj, w konkretnej sytuacji, której doświadczam? Co mnie blokuje i nie pozwala mi iść naprzód? Dlaczego nie mam odwagi, by dokonać ważnych decyzji, które powinienem podjąć? Nie lękajcie się uczciwie spojrzeć na swoje lęki, uznać je takimi, jakimi są, i zmierzyć się z nimi. Biblia nie zaprzecza ludzkiemu uczuciu strachu ani wielu przyczynom, które mogą go powodować. Abraham się bał (por. Rdz 12, 10), Jakub się lękał (por. Rdz 31,31; 32,8), a również Mojżesz (por. Wj 2,14, 17,4), Piotr (Mt 26,69nn) i Apostołowie (Mk 4,38-40; Mt 26,56). Sam Jezus, chociaż na nieporównywalnym poziomie, także doświadczał lęku i udręki (Mt 26, 37; Łk 22, 44).

„Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” (Mk 4,40). Ta reprymenda Jezusa wobec uczniów pozwala nam zrozumieć, jak często przeszkodą dla wiary nie jest niewiara, ale bojaźń. Dlatego dzieło rozeznania, po zidentyfikowaniu naszych lęków, musi nam pomóc w ich przezwyciężeniu, otwierając nas na życie i ze spokojem stawiając czoło wyzwaniom, jakie nam ono przedstawia. W szczególności dla nas, chrześcijan, bojaźń nigdy nie może mieć ostatniego słowa, ale powinna stanowić okazję, aby dokonać aktu wiary w Boga... a także wiary w życie! Oznacza to uwierzenie w zasadniczą dobroć istnienia, które dał nam Bóg, zaufanie, że prowadzi On do dobrego celu przez często tajemnicze dla nas okoliczności i zmienne koleje losu. Jeśli zamiast tego podsycamy lęki, będziemy zmierzali do zamknięcia się w sobie, zabarykadowania się, by bronić się przed wszystkim i wszystkimi, pozostając jakby sparaliżowani. Musimy zareagować! Nigdy się nie zamykaj! W Piśmie Świętym znajdujemy 365 razy wyrażenie „nie lękajcie się”, ze wszystkimi jego odmianami. To jakby powiedzieć, że każdego dnia roku Pan chce, abyśmy byli wolni od bojaźni.

Rozeznanie staje się nieodzowne, w kontekście poszukiwania własnego powołania. Bowiem najczęściej nie jest ono natychmiast jasne czy zupełnie oczywiste, ale rozumiemy je stopniowo. Koniecznego do przeprowadzenia w tym przypadku rozeznania nie należy rozumieć jako indywidualnego wysiłku introspekcji, którego celem jest lepsze poznanie naszych mechanizmów wewnętrznych, aby się umocnić i osiągnąć pewną równowagę. Osoba może stać się wówczas silniejsza, ale pozostaje mimo to zamknięta w ograniczonej perspektywie swoich możliwości i poglądów. Natomiast powołanie jest wezwaniem Boga, a rozeznanie w tym przypadku polega przede wszystkim na otwarciu się na Innego, który wzywa. Jest zatem konieczna cisza modlitwy, aby wysłuchać głosu Boga, który rozbrzmiewa w sumieniu. Puka On do drzwi naszych serc, tak jak to uczynił z Maryją, pragnąc zawrzeć z nami przyjaźń w modlitwie, mówić do nas poprzez Pismo Święte, obdarzyć nas swoim miłosierdziem w Sakramencie Pojednania, aby stać się z nami jedno w Komunii Świętej.

Ale ważne jest również skonfrontowanie i dialog z innymi, naszymi braćmi i siostrami w wierze, którzy mają większe doświadczenie i pomagają nam widzieć lepiej i wybierać między różnymi opcjami. Młody Samuel, kiedy usłyszał głos Pana, nie rozpoznał go od razu i pobiegł trzykrotnie do Helego, starego kapłana, który w końcu podsunął mu właściwą odpowiedź, jaką należy dać na wezwanie Boga: „Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3, 9). W waszych wątpliwościach wiedzcie, że możecie liczyć na Kościół. Wiem, że są świetni kapłani, osoby konsekrowane, wierni świeccy, wielu z nich młodych, którzy ze swej strony mogą wam towarzyszyć jako starsi bracia i siostry w wierze. Ożywiani przez Ducha Świętego, będą umieli wam pomóc w rozwikłaniu waszych wątpliwości i odczytaniu planu waszego osobistego powołania. „Inny” to nie tylko przewodnik duchowy, ale także ten, który pomaga nam otworzyć się na wszystkie nieskończone bogactwa egzystencji, jakimi obdarzył nas Bóg. Trzeba otwierać przestrzenie w naszych miastach i wspólnotach, aby wzrastać, marzyć, patrzeć na nowe perspektywy! Nigdy nie traćcie smaku radowania się ze spotkania, z przyjaźni, smaku wspólnego marzenia, pielgrzymowania z innymi. Prawdziwi chrześcijanie nie boją się otwierać na innych, dzielić się przestrzeniami życiowymi, przekształcając je w przestrzenie braterstwa. Drodzy młodzi, nie pozwalajcie, aby przebłyski młodości gasły w mroku zamkniętego pokoju, w którym jedynym oknem na świat jest komputer i smartfon. Otwórzcie na oścież drzwi waszego życia! Niech wasze przestrzenie i wasz czas będą zapełnione konkretnymi ludźmi, głębokimi relacjami, w których możecie dzielić się autentycznymi i realnymi doświadczeniami w waszym codziennym życiu.

2. Maryja!

„Wezwałem cię po imieniu” (Iz 43, 1). Pierwszym powodem, aby się nie lękać jest właśnie fakt, że Bóg wzywa nas po imieniu. Anioł, posłaniec Boga, zwrócił się do Maryi po imieniu. Nadawanie imion jest właściwe Bogu. W dziele stworzenia powołuje On do istnienia każde stworzenie jego imieniem. Za imieniem kryje się pewna tożsamość, która jest wyjątkowa we wszystkim, w każdym człowieku, w tej intymnej istocie, którą do końca zna tylko Bóg. Ta boska prerogatywa została następnie współdzielona z człowiekiem, któremu Bóg zezwolił na nadawanie imion zwierzętom, ptakom, a nawet swoim dzieciom (Rdz 2, 19-21; 4.1). Wiele kultur podziela tę głęboką wizję biblijną uznając w imieniu objawienie najgłębszej tajemnicy życia, znaczenia danej egzystencji.

Bóg wzywając kogoś po imieniu jednocześnie objawia mu jego powołanie, swój plan świętości i dobra, poprzez który osoba ta stanie się darem dla innych i który uczyni ją wyjątkową. I także wówczas, kiedy Pan zechce poszerzyć horyzonty danego życia, postanawia nadać powołanej osobie nowe imię, tak jak to czyni w przypadku Szymona, nazywając go „Piotrem”. Stąd wziął się zwyczaj przyjmowania nowego imienia, kiedy wstępujemy do zakonu, wskazującego na nową tożsamość i nową misję. Boże powołanie, będąc osobistym i niepowtarzalnym, wymaga od nas odwagi, by uwolnić się od ujednolicających schematów myślowych, tak aby nasze życie mogło być rzeczywiście oryginalnym i niepowtarzalnym darem dla Boga, dla Kościoła i dla innych.

Drodzy młodzi, bycie powołanym po imieniu to zatem znak naszej wielkiej godności w oczach Boga, Jego upodobania względem nas. I Bóg wzywa każdego z was po imieniu. Wy jesteście owym „ty” Boga, cennymi w Jego oczach, godnymi szacunku i umiłowanymi (por. Iz 43, 4). Przyjmujcie z radością ten dialog, jaki proponuje wam Bóg, to wezwanie, jakie kieruje On do was, powołując po imieniu.

3. Znalazłaś łaskę u Boga

Głównym powodem, dla którego Maryja nie powinna się lękać, jest to, że znalazła łaskę u Boga. Słowo „łaska” mówi nam o miłości bezinteresownej, nienależnej. Jak bardzo dodaje nam otuchy świadomość, że nie musimy sobie zasłużyć na bliskość i pomoc Boga, przedstawiając wcześniej „program doskonałości”, pełen zasług i sukcesów! Anioł mówi do Maryi, że już znalazła łaskę u Boga, a nie, że ją otrzyma w przyszłości. A samo sformułowanie słów anioła pozwala nam zrozumieć, że boska łaska jest nieustanna, nie jest czymś przemijającym czy chwilowym i dlatego nigdy jej nie zabraknie. Również w przyszłości zawsze będzie nas wspierała łaska Boża, przede wszystkim w chwilach próby i ciemności.

Nieustanna obecność Bożej łaski zachęca nas do ufnego przyjęcia naszego powołania, co wymaga dążenia do wierności, które trzeba ponawiać każdego dnia. Droga powołania nie jest bowiem pozbawiona krzyży: są nimi nie tylko początkowe wątpliwości, ale także częste pokusy napotykane po drodze. Poczucie nieadekwatności towarzyszy uczniowi Chrystusa aż do końca, ale ten uczeń wie, że jest wspomagany łaską Boga.

Słowa anioła zstępują na ludzkie lęki, rozpraszając je mocą przynoszonej przez nie dobrej nowiny: nasze życie nie jest czystym przypadkiem i jedynie walką o przetrwanie, ale każdy z nas stanowi historię umiłowaną przez Boga. Znalezienie „łaski w Jego oczach” oznacza, że Stwórca dostrzega wyjątkowe piękno naszej istoty i ma wspaniały plan dla naszego życia. Ta świadomość nie rozwiązuje oczywiście wszystkich problemów, ani nie usuwa niepewności życia, ale ma moc jego dogłębnego przemieniania. Nieznane, które przyniesie nam przyszłość, nie jest mroczną groźbą, którą musimy przetrwać, ale czasem sprzyjającym, danym nam by żyć wyjątkowością naszego osobistego powołania i dzielić je z naszymi braćmi i siostrami w Kościele i w świecie.

4. Odwaga w teraźniejszości

Z pewności, że łaska Boża jest z nami, wypływa siła posiadania odwagi w chwili obecnej: odwagi realizowania tego, czego Bóg chce od nas tu i teraz, w każdej dziedzinie naszego życia. Odwagi, by przyjąć powołanie, które ukazuje nam Bóg; odwagi, by żyć naszą wiarą, nie ukrywając jej ani nie pomniejszając.

Tak, bo kiedy otwieramy się na łaskę Bożą, to, co niemożliwe staje się rzeczywistością. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8,31). Łaska Boża dotyka owego „dzisiaj” waszego życia, „porywa” was takimi, jakimi jesteście, ze wszystkimi waszymi lękami i ograniczeniami, ale objawia także wspaniałe plany Boga! Wy, młodzi potrzebujecie poczucia, że ktoś naprawdę w was wierzy: wiedzcie, że Papież wam ufa; że Kościół wam ufa! A wy, ufajcie Kościołowi!

Młodej Maryi powierzono ważne zadanie właśnie dlatego, że była młoda. Wy, ludzie młodzi, macie siłę, przechodzicie przez etap życia, w którym z pewnością nie brakuje energii. Używacie tej siły i energii, aby ulepszyć świat, zaczynając od tego, co najbliżej was. Pragnę, aby w Kościele powierzono wam ważne obowiązki, aby była odwaga pozostawiania wam przestrzeni; a Was proszę: przygotujcie się, aby te obowiązki przyjąć.

Zachęcam was do ponownej kontemplacji miłości Maryi: miłości troskliwej, dynamicznej, konkretnej. Miłości pełnej śmiałości i całkowicie nakierowanej na dar z siebie. Kościół przeniknięty tymi cechami maryjnymi będzie zawsze Kościołem wychodzącym, który wykracza poza swoje ograniczenia i granice, aby sprawić, że otrzymana łaska będzie przeobfita. Jeśli damy się zauroczyć przykładem Maryi, to będziemy konkretnie żyli miłością, która nas pobudza do miłowania Boga ponad wszystko i ponad samych siebie, aby kochać ludzi, z którymi dzielimy nasze codzienne życie. Będziemy też miłowali tych, którzy mogą się nam wydawać niezbyt mili. To jest miłość, która staje się służbą i poświęceniem, szczególnie wobec najsłabszych i najuboższych, która przemienia nasze oblicza i napełnia nas radością.

Chciałbym zakończyć pięknymi słowami świętego Bernarda ze słynnej homilii o tajemnicy Zwiastowania, słowami, które wyrażają oczekiwanie całej ludzkości na odpowiedź Maryi: „Usłyszałaś, Dziewico, że poczniesz i porodzisz Syna; usłyszałaś, że stanie się to nie za sprawą człowieka, ale z Ducha Świętego. Wyczekuje anioł na odpowiedź... Oczekujemy i my, o Pani, na słowo zmiłowania… Dzięki Twemu słowu mamy zostać odnowieni i przywróceni życiu… Tego wyczekuje cały świat, do stóp Twoich się ścielący” (Kazanie 4, 8-9; Liturgia Godzin, tom I, wydanie II Pallottinum 2006, s. 318).

Drodzy młodzi, Pan Jezus, Kościół, świat, oczekują także na waszą odpowiedź na wyjątkowe powołanie, jakie otrzymuje każdy w tym życiu! Kiedy zbliża się ŚDM w Panamie, zachęcam Was do przygotowania się na to nasze spotkanie z radością i entuzjazmem ludzi, którzy chcą wziąć udział w wielkiej przygodzie. ŚDM jest dla odważnych! Nie dla młodych, którzy szukają jedynie wygody i którzy wycofują się przed trudnościami. Czy przyjmujecie wyzwanie?

Watykan, 11 lutego, VI niedziela okresu zwykłego, Wspomnienie Matki Bożej z Lourdes.

tlum, st

 

 

luty 20188czwartek

HANNA CHRZANOWSKA

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

 

HANNA CHRZANOWSKA MIAŁA INTEGRALNĄ WIZJĘ CZŁOWIEKA CHOREGO ROZMOWA

Hanna Chrzanowska miała integralną wizję człowieka chorego, to znaczy patrzyła na niego całościowo. Chory nie był dla niej przypadkiem, jednostką chorobową, ale człowiekiem - mówi w rozmowie z KAI ks. dr Kazimierz Kubik, duszpasterz pielęgniarek i położnych Archidiecezji Krakowskiej. Zdaniem kapłana, taki punkt widzenia jest dziś bardzo cenny, choć niestety zapominany.

 

 

KAI: Co jest sednem duchowości Hanny Chrzanowskiej? Jak można ją scharakteryzować?

 

Ks. dr Kazimierz Kubik: Odpowiedź na to pytanie odnajdujemy w mowie pogrzebowej, wygłoszonej przez kard. Karola Wojtyłę 2 maja 1973 r. Żegnając Hannę Chrzanowską, dziękował za jej obecność w życiu diecezji, w życiu ludzi chorych, w środowisku pielęgniarskim: „Dziękujemy (...), że byłaś wśród nas jakimś wcieleniem Chrystusowych błogosławieństw z Kazania na Górze, zwłaszcza tego, które mówi: Błogosławieni miłosierni". Jeżeli kard. Wojtyła tak odczytywał posługę i cały charyzmat Hanny Chrzanowskiej, przez pryzmat miłosierdzia i ewangelicznego błogosławieństwa, to my z całą pewnością możemy ją nazwać apostołką Miłosierdzia Bożego. Cała duchowość Hanny skupia się na miłosierdziu. Miłosierdzie ogniskuje wszystkie elementy życia duchowego, które prowadziły ją do zjednoczenia z Jezusem Chrystusem i z Jego Krzyżem, z człowiekiem chorym.

 

KAI: Hanna Chrzanowska wywodziła się z domu o wielkich tradycjach humanistycznych i filantropijnych, choć raczej religijnie obojętnego. Czy jest taki moment w jej życiu, o którym możemy powiedzieć, że spowodował przełom w jej życiu duchowym i sprawił, że Pan Bóg zajął pierwsze miejsce?

 

- Był to raczej proces niż moment. Wiele wskazuje na to, że rozpoczął się już przed wojną, w latach trzydziestych. Jego początek wszakże owiany jest tajemnicą, nieznaną nawet najbliższym. W tym czasie Hanna opublikowała, pod pseudonimem Agnieszka Osiecka, szereg utworów literackich, w tym dwie powieści, w których znajdujemy opis duchowego przełomu bohaterek. O wyraźnej postawie religijnej, postawie wiary Hanny Chrzanowskiej w tamtym czasie, świadczy z pewnością zgłoszenie wraz z innymi pielęgniarkami w 1937 r. wniosku do księcia abp. Adama Stefana Sapiehy o zatwierdzenie statutu Katolickiego Związku Pielęgniarek Polskich, czy fakt publikacji na łamach „Pielęgniarki Polskiej" nacechowanych religijnie artykułów, jak np. „Miłosierdzie Skargi" z 1936 r.

 

Szczególnym okresem duchowego dojrzewania Hanny Chrzanowskiej był czas II wojny światowej i związane z nim bolesne, osobiste przeżycia. Sam wybuch wojny był traumą dla całego społeczeństwa. Dla Hanny i jej rodziny początek wojny okazał się niezwykle tragiczny. Wystarczy wspomnieć uwięzienie ojca w ramach Sonderaktion Krakau i jego śmierć w obozie Sachsenhausen, śmierć jedynego brata Bohdana, doktora filozofii, który zginął w Katyniu, odejście ukochanej ciotki Zofii Szlenkierówny, śmierć serdecznej przyjaciółki w czasie pacyfikacji Zamojszczyzny i wiele innych doświadczeń. Cierpienie własne i drugich przeżywała w duchu wiary, w zjednoczeniu z Bogiem. Wymowną pod tym względem jest wypowiedź matki Hanny - Wandy Chrzanowskiej, zapisana we „Wspomnieniach o Sachsenhausen", oddająca atmosferę pełnego napięcia oczekiwania na wieści od uwięzionego prof. I. Chrzanowskiego: „Jestem tak przygnębiona, że sobie dać rady nie mogę (...) Hania w niedzielę zapłakuje się w kościele". Z modlitwy Hanna czerpała niezwykłą siłę, która pozwalała jej zapominać o sobie i z niemal heroicznym poświęceniem nieść pomoc wielu innym ofiarom wojny.

 

W dalszych latach życie wewnętrzne Hanny będzie ulegać stałemu rozwojowi i pogłębieniu.

 

KAI: Jakie znaczenie dla tego duchowego dojrzewania miały tradycje domu rodzinnego?

 

- Dom, z którego się wywodziła, światopoglądowo można określić jako liberalny czy obojętny, niemniej nacechowany praktykowaniem filantropii, inaczej mówiąc: czynnej miłości bliźniego, i to zarówno ze strony rodziny matki Hanny, jak i ze strony rodziny ojca. Jak sama pisze w „Pamiętniku", ta atmosfera niesienia pomocy innym, gotowości służenia i ponoszenia z tego tytułu pewnych ofiar, towarzyszyła jej od dziecka i była istotną przesłanką dla kształtowania wewnętrznej postawy i podejmowania życiowych wyborów. Pozytywne doświadczenia z dzieciństwa z pewnością miały wpływ na kierunek ewolucji duchowej Hanny Chrzanowskiej w stronę miłości bliźniego.

 

KAI: A jej życie modlitewne?

 

- Oczywiście coraz bardziej zbliżała się do Boga. Łączyła w sobie różne doświadczenia, wewnętrzne i zewnętrzne. Jej życie duchowe stawało się coraz bardziej bogate. Nowego impulsu nabrało wtedy, kiedy w latach pięćdziesiątych zainteresowała się duchowością benedyktyńską, stając się tyniecką oblatką. Bardzo często w opactwie tynieckim uczestniczyła w rekolekcjach, modlitwach, w liturgii benedyktyńskiej. Podejmowała tam medytacje i pozostawała w skupieniu i wyciszeniu wewnętrznym, które krystalizowało coraz bardziej jej duchową sylwetkę. Wiele w tym czasie czytała. Zgłębiała Pismo Święte i dzieła teologiczno-mistyczne. Jednoczyła się często z Chrystusem w ofierze Mszy świętej i podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Odkrywała Go coraz pełniej w swoim sumieniu, w okolicznościach życia, a nade wszystko w człowieku cierpiącym. Ta chrystocentryczna duchowość była niejako zapośredniczona poprzez człowieka chorego, poprzez refleksję nad cierpieniem, dla którego poza chrześcijaństwem nie ma wystarczającej odpowiedzi. Hanna szukając odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia, znajdowała ją w Jezusie, w Jego krzyżu. I to także prowadziło ją - poprzez człowieka - do Chrystusa.

 

KAI: Czyli drugi człowiek był jej drogą do Boga?

 

- I na odwrót. Przez Chrystusa cierpiącego docierała do człowieka chorego i dzięki światłu łaski odkrywała w cierpiącym samego Chrystusa, utożsamiając go z Nim samym. Jest to zrozumiałe w świetle Jezusowych słów: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". Kontemplacja tajemnicy Chrystusa prowadziła ją do czynów miłosierdzia, na wzór Maryi, służebnicy Pańskiej, która „z kwapieniem wielkim" spieszyła, by pomóc Elżbiecie, a także jako Matka Bolesna stała pod krzyżem Syna, dzieląc z Nim ból Jego męki.

 

Niezwykle ważnym rysem duchowości Hanny Chrzanowskiej było dawanie siebie, dzielenie się swoim bogactwem duchowym z innymi. W tym duchu organizowała rekolekcje dla chorych i tworzyła koronne dzieło życia - pielęgniarstwo parafialne. Organizowała także konferencje, dni skupienia, rekolekcje i pielgrzymki dla samych pielęgniarek. Rozpowszechniała wśród nich „Rachunek sumienia pielęgniarki". Wygłaszała referaty dla księży, sióstr zakonnych, kleryków i studentów, przybliżając im problematykę cierpienia i przedstawiając środki niesienia pomocy. Sama podejmowała najprostsze czynności pielęgniarskie wobec szczególnie zaniedbanych chorych. Bezinteresowny dar z siebie konstytuował jej posługę miłosierdzia.

 

W dalszych latach wielki wpływ na jej postawę życiową i duchowość miał kontakt z Kościołem diecezjalnym, a zwłaszcza z księdzem, potem biskupem i kardynałem, Karolem Wojtyłą. Ta bardzo bliska współpraca była kolejnym źródłem umocnienia i afirmacji doświadczenia, które miała za sobą oraz nieustannego pogłębiania życia duchowego.

 

KAI: W jaki sposób Hanna Chrzanowska doświadczała Boga wtedy, gdy przyszło jej dzielić los z chorymi i zapadła na chorobę nowotworową?

 

- Hanna Chrzanowska doświadczała Boga jako wielkie Dobro i Źródło wszelkiej dobroci. Była szczęśliwa, że Bóg tak dobry pomagał jej czynić dobro innym. Nie koncentrowała się na sobie, ale troszczyła o to, aby dzieło pielęgniarstwa według jej rozumienia było kontynuowane. Wyraz tej troski zawarty został w liście do abp. Wojtyły z prośbą o odczytanie go po jej śmierci. Liczyła się z tą rzeczywistością i przyjmowała ją świadomie, pragnąc do końca, mimo cierpienia i związanych z nim niedogodności, dalej służyć chorym, praktykować posługę pielęgniarską, przesyconą miłosierdziem i ofiarowaniem Bogu swoich cierpień. Tego uczyła swoje współpracownice i tym sposobem myślenia dzieliła się również z osobami chorymi, dla których możliwość pogłębienia sensu tego, co przeżywają, była niezmiernie ważna. Wychodziła naprzeciw trudnym pytaniom, bo sama przecież musiała sobie na nie odpowiedzieć.

 

W ciężkim czasie choroby pojmowała Boga jako Ojca Miłosiernego, który jest, czuwa, prowadzi człowieka właściwymi dla niego drogami, prowadzi do Siebie. Hanna Chrzanowska pojmowała swoje życie jako pielgrzymkę do domu Ojca. Tę prawdę odkrywamy w napisanej przez Hannę rok przed śmiercią modlitwie: „Każdy siwiejący włos niech będzie radośnie przyjęty jako zapowiedź odlotu do Ciebie. Każdy krok obolałej nogi zbliża mnie do Ciebie, Ojcze".

 

KAI: Przyszła błogosławiona spotykała się z ludźmi, którzy żyli w skrajnej biedzie i opuszczeniu. Obcowała na co dzień z niekiedy niewyobrażalnym bólem i nędzą ludzką i przez to jest porównywana do Matki Teresy z Kalkuty. Miewała jak ona swoje noce ciemne? Życie w ciągłej konfrontacji z cierpieniem nie budziło w niej wątpliwości?

 

- Jeśli tego typu doświadczenia się pojawiały, to z pewnością nie w takim stopniu, jak te, które opisywała Matka Teresa. Święta z Kalkuty przeżywała bardzo długotrwałe stany nocy ciemnej, może nawet dominowały one w jej życiu. U Hanny Chrzanowskiej możemy wskazać pewne momenty, które świadczą o tego typu doświadczeniu. W pisanym przez nią „Pamiętniku" znajdujemy takie oto słowa: „Rok 1956 i 1957 to był dla mnie okres przełomu. Wiem, że ani za mego życia, ani po mojej śmierci, nikt z tych, co go znają, nic nie wyjawi. Są cierpienia tak ostre, że na szczęście dla człowieka już się całej ich ostrości nie odczuwa, jak się nie słyszy ultradźwięków. Widzi je, słyszy i ocenia, jeden tylko Bóg na szlakach swej własnej, dla nas niedostępnej, absolutnej sprawiedliwości". To poruszające wyznanie, otoczone właściwą dla Hanny dyskrecją, wydaje się być przeżyciem ograniczonym w czasie, podczas gdy Matce Teresie doświadczenie nocy ciemnej towarzyszyło przez większość życia. Stąd raczej trudno porównywać stan ducha obu postaci. Opisane wewnętrzne przeżycie Hanny zjednoczyło ją jeszcze mocniej z cierpiącym Synem Bożym i stało się zaczynem nowego błogosławionego dzieła.

 

KAI: Dziś, gdy przygotowujemy się do beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej, nie sposób nie zapytać o aktualność jej przesłania. Czego od niej możemy się dzisiaj uczyć? Jakie inspiracje możemy czerpać z jej duchowości i postawy wobec Boga i ludzi?

 

- Hanna Chrzanowska miała integralną wizję człowieka chorego, to znaczy patrzyła na niego całościowo, holistycznie. Chory nie był dla niej przypadkiem, jednostką chorobową, ale człowiekiem. W podejściu do niego uwzględniała zarówno aspekt fizyczny, jak i stronę psychiczną czy sferę duchową. A nawet szerzej: to spojrzenie obejmowało również jego otoczenie i środowisko rodzinne. To punkt widzenia, który jest bardzo cenny, choć dziś niestety zapominany.

 

Ewangelicznego spojrzenia Służebnicy Bożej Hanny Chrzanowskiej na całość problemu cierpienia powinni uczyć się wszyscy, którzy służą człowiekowi choremu, ale nie tylko. Każdy człowiek współpracuje z innymi, służy innym w życiu rodzinnym czy zawodowym, i może z postawy tej niezwykłej, wielkiej umysłem i sercem pielęgniarki, czerpać naukę dla siebie.

 

Istotę przesłania Hanny Chrzanowskiej znakomicie wyraził bp S. Smoleński w homilii wygłoszonej z okazji 25-lecia jej śmierci: „Dzisiaj się słusznie wzywa, czasem nawet dramatycznie przyzywa, konieczność uczłowieczenia, humanizacji wszelkiej służby zdrowia. Hanna Chrzanowska poszła o krok dalej. Ona starała się „uchrześcijanić" stosunek człowieka pielęgnującego do człowieka chorego, cierpiącego, kalekiego czy upośledzonego. Starała się, by to było konsekwentną formą realizacji tej miłości, którą Chrystus nam nakazał, której dał nam przykład: „Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali, tak, jak Ja was umiłowałem" i do czego otrzymujemy od Boga potężne łaski, jeśli się tylko na nie otwieramy".

 

Rozmawiała Magdalena Dobrzyniak

 

 

Źródło: KAI, mg / Kraków

 

styczeń 201821niedziela

Abp Marek Jędraszewski

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

Słowo Metropolity Krakowskiego Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego

na temat "Jubileuszowej Nowenny".


 

Arcybiskup
Marek Jędraszewski
Metropolita Krakowski

  

        Czcigodni Kapłani,
        Drodzy Bracia i Siostry,

 

        W roku 2018 przypada setna rocznica odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę. Główne uroczystości, związane z tym jubileuszem, będziemy przezywać w listopadzie, ale modlitwa dziękczynna za dar wolnej Ojczyny oraz prośba o błogosławieństwo Boże dla niej, powinna być obecna we wszystkich miesiącach roku. Jej szczególnym wyrazem będzie „Jubileuszowa Nowenna". Rozpocznie się ona w lutym, a zakończy w październiku.

Nowenna będzie najpierw dziękczynieniem za to, że Bóg dał naszemu narodowi licznych świętych i błogosławionych, którzy przyczyniali się do zachowania wiary w rodzinach i nieustannej odnowy ładu moralnego w życiu Polaków. Będziemy przywoływać wielkie postaci naszej historii umacniając się ich odwagą w dawaniu świadectwa Bogu i gorliwością w służbie ludziom. Odzyskanie niepodległości w 1918 roku było owocem wielorakich działań. Ważne były inicjatywy polityczne i militarne, ale nie mniej istotne znaczenie miała formacja duchowa, prowadzona przez Kościół w parafiach, sanktuariach i licznych wspólnotach apostolskich, które w tym czasie powstały. 
        Przeżywając nowennę będziemy również prosić Pana, aby zesłał na nas swego Ducha i odnowił oblicze ziemi. Pragniemy, aby Duch Prawdy i Miłości przemieniał wszystkie sfery naszego życia osobistego, rodzinnego i społecznego. Modlitwa do Ducha Świętego będzie również nawiązaniem do programu duszpasterskiego Konferencji Episkopatu Polski na rok 2018, który jest określony słowami: „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym". 

„Jubileuszową Nowennę" będziemy przeżywać w bazylice katedralnej na Wawelu, a także w kościołach parafialnych i rektoralnych. Duszpasterze wraz z powierzoną im wspólnotą niech wybiorą stały termin tych miesięcznych spotkań. Bardzo proszę, aby w każdej parafii i w kościołach rektoralnych odprawić w wybranym dniu miesiąca „Mszę za Ojczyznę". Przed Mszą lub po niej zaleca się odprawienie nabożeństw, a szczególnie modlitwy różańcowej i modlitwy do naszych Świętych Patronów. Z tymi modlitewnymi wydarzeniami będą się łączyć inne spotkania o charakterze kulturalnym, naukowym i społecznym, podejmowane przez wspólnotę. 

Przeżycia te będą pielęgnowaniem i rozwojem duchowym darów, jakimi hojnie zostaliśmy ubogaceni w minionym roku. Był to rok jubileuszu objawień fatimskich i gietrzwałdzkich, rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej i innych pięknych wydarzeń. Niech więc nie słabnie modlitwa różańcowa, do której zostaliśmy wezwani i której szczególnym wyrazem był „Różaniec do Granic". Nie zapominajmy o tym, że na nowo zawierzyliśmy swoje życie Niepokalanemu Sercu Maryi i że odnowiliśmy akt przyjęcia Chrystusa jako naszego Króla i Pana. W przeżyciu jubileuszu odzyskania niepodległości, będziemy się starać przenikać duchem Ewangelii wszystkie sfery naszego życia osobistego, rodzinnego i narodowego. W kolejnych miesiącach nowenny będziemy się modlić o postawę miłosierdzia wobec potrzebujących, o łaskę chrześcijańskiego świętowania niedzieli, o błogosławieństwo dla małżeństw i rodzin, o solidne wykonywanie pracy i godny odpoczynek, o szacunek dla życia i jego obronę, o wolność od nałogów i uzależnień, o jedność i solidarność w naszej Ojczyźnie i w innych intencjach ważnych dla życia Kościoła i narodu. Niech „Jubileuszowa Nowenna" stanie się wspólną narodową modlitwą, przygotowującą nas do godnego przeżycia setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę. 

Szczególnym wydarzeniem tego czasu będzie beatyfikacja Służebnicy Bożej Hanny Chrzanowskiej w dniu 28 kwietnia br. Jej mocna wiara, niezachwiana nadzieja i gorąca miłość do Boga oraz do ludzi, szczególnie chorych i samotnych, zachęca nas, abyśmy gorliwie dążyli do świętości. 
        Wydawnictwo św. Stanisława, biskupa i męczennika, prześle do parafii pomoce do przeżycia „Jubileuszowej Nowenny" oraz przygotowania do beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej. Bardzo proszę o podjęcie tych tematów we wszystkich parafiach i kościołach rektoralnych naszej archidiecezji.

 

 + Marek Jędraszewski

Arcybiskup Metropolita Krakowski

        Kraków, dnia 10 stycznia 2018 r.

 

styczeń 201819piątek

Humanae vitae

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

WSPÓŁPRACA BOGA Z CZŁOWIEKIEM - 50 LAT ENCYKLIKI HUMANAE VITAE

-Wierzcie w Ewangelię Życia, czyli Dobrą Nowinę o życiu, które dał nam Bóg i uczynił nas za nie odpowiedzialnym - mówił abp Marek Jędraszewski podczas uroczystej Mszy św., która odbyła się w parafii św. Jana Kantego w Krakowie, inaugurując 50. rocznicę ogłoszenia przez Pawła VI encykliki Humanae vitae oraz Jubileusz 50-lecia istnienia Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Krakowie. 

Metropolita w swojej homilii przywołał postać Jonasza, który przekonał mieszkańców Niniwy do nawrócenia. Podkreślił, że Kościół nieustannie wzywa do zmiany swojego życia i podążania drogą wiary. W tym kontekście, wskazał na swoistą rewolucję, jaka miała miejsce w Paryżu w 1968 roku i objęła swoim zasięgiem zachodnią Europę. Na murach Sorbony pojawiły się dwa napisy, odrzucające Boga i Jego naukę. Pierwszy z nich - „Zabrania się zabraniać" negował Dekalog, a drugi „Ani nauczyciela, ani Boga, ja jestem Bogiem" - wynosił człowieka ponad Boga.

- Odrzucono fundament kultury europejskiej, chrześcijańskie przesłanie i Ewangelię. Wiązało się to także z rewolucją seksualną, z nastawieniem na przyjemność za wszelką cenę, wspomaganą przez alkohol i narkotyki. - podsumował metropolita.

Odpowiedzią na radykalną negację Boga i wezwaniem do nawrócenia była encyklika Pawła VI - Humanae vitae. Papież podkreślał w niej, że w celu budowania trwałego porządku społecznego konieczne jest patrzenie na życie człowieka w świetle stwórczego zamysłu, uwzględniając tym samym nadprzyrodzony i wieczny porządek. Należy wziąć pod uwagę całą wizję człowieka, której urzeczywistnieniem jest Jezus Chrystus. Paweł VI przypomniał i niejako dowartościował rolę małżeństwa, jako miejsca szczególnej relacji z Bogiem, opierającej się na przyjaźni, wierności i wyłączności małżonków. W taką wizję miłości wpisuje się odpowiedzialne rodzicielstwo, rozumiane jako dostosowanie swojego postępowania do Boskiego planu stworzenia, a także uznanie zamysłu Stwórcy co do człowieka i jego płodności.

Arcybiskup przypomniał, że krakowski Kościół, którym pasterzował św. Jan Paweł II, entuzjastycznie odniósł się do encykliki Humanae vitae i propagował jej idee.

Metropolita przywołał zagrożenia, jakie dziś stoją przed wiernymi, którzy pragną wdrażać w życie papieskie nauczanie. Pierwszym z nich jest ideologia gender, która lekceważy ludzką płciowość. Kolejne to sprowadzenie życia małżeńskiego tylko do przyjemności. Następne, zmienia znaczenie słowa „prokreacja", zastępując go zwrotem „reprodukcja".

-W Humanae Vitae mówi się też o prokreacji, o rodzeniu dzieci. Słowo to ma odniesienie do creatio, czyli do stworzenia. Powołanie nowego życia jest współdziałaniem z samym Bogiem Ojcem. W języku współczesnym mówi się o reprodukcji, a to przecież - właściwy wszystkim organizmom proces życiowy polegający na wytwarzaniu potomstwa przez organizmy rodzicielskie. Nie ma tu współpracy, a produkowanie człowieka. Zmiana języka jest zmianą sposobu myślenia. To nie przypadek, a celowa manipulacja, byśmy na życie człowieka i tajemnicę przekazywania życia nie patrzyli przez pryzmat wiary i nie uwzględniali Bożego zamysłu i współdziałania, ale widzieli w tym element zwykłej produkcji - zwrócił uwagę arcybiskup. Fakt ten otwiera drogę do aborcji, która usuwa niechciany produkt.

Arcybiskup dodał, że podobnie jak mieszkańcy Niniwy, musimy się nawrócić i stać na straży życia.

- Bóg oczekuje od nas, byśmy każdego dnia dziękowali Mu za to, że jesteśmy. To dar od Niego i od naszych Rodziców - z tego wypływa wdzięczność i szacunek. - mówił na zakończenie.

Eucharystię poprzedziła prelekcja ks. dra hab. Roberta Skrzypczaka - „Współpracownicy Boga". Analizując główne założenia encykliki, podkreślił, że człowiek jest nie tylko odbiorcą Bożego działania, ale również Jego współpracownikiem. Fakt ten szczególnie uwidacznia się w małżeństwie, zwłaszcza w sztuce rodzicielstwa i wychowywania potomstwa. Punktem, w którym spotyka się działający Bóg i współdziałający człowiek jest miłość. Ks. Skrzypczak zaznaczył, że rodzicielstwo powinno być rozumiane jako odpowiedź na Boże wezwanie.

 

styczeń 201818czwartek

Dialogi Arcybiskupa Metropolity Krakowskiego

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

NOWA ODSŁONA DIALOGÓW Z ARCYBISKUPEM JĘDRASZEWSKIM

W Kolegiacie św. Anny odbyły się pierwsze z ośmiu zaplanowanych na ten rok Dialogów. Tym razem rozpoczęły się od prezentacji sondy ulicznej, w której przechodnie odpowiadali na pytanie: co znaczy mieć relację z Bogiem? Wśród odpowiedzi, najczęściej pojawiało się praktykowanie modlitwy oraz wiara w Jego obecność. Po obejrzeniu materiału arcybiskup zapytał, czy wypowiadające się osoby były przypadkowe. Zwrócił bowiem uwagę, że nie pojawiła się żadna negatywna czy obojętna odpowiedź, a przecież takich ludzi jest wśród nas wielu.

W tym kontekście przywołał historię J.P. Sartra, filozofa i pisarza, zadeklarowanego ateisty. W autobiografii opisuje scenę, kiedy jako dziecko bawił się zapałkami i zrobił dziurę w dywanie. Żeby zlikwidować dowody winy zamalował farbą dywan i podłogę. Wtedy poczuł na sobie wzrok Boga, który go podglądał. I przeklął Go. Po latach jednak wyznał, że nie do końca udało mu się tego Boga przezwyciężyć. Niejednokrotnie myśl o Nim powracała.

Metropolita krakowski zwrócił także uwagę, że mimo iż w sondzie wielokrotnie była mowa o modlitwie jako sposobie utrzymania relacji z Bogiem, to nikt nie wspomniał o najważniejszym. 

- Żeby być w relacji z Panem Bogiem to przede wszystkim trzeba starać się o to, żeby żyć w przyjaźni z Nim, czyli, mówiąc językiem teologicznym, żeby cieszyć się łaską uświęcającą. Żeby w tym stanie z kolei trwać, konieczna jest także spowiedź św., a o tym właściwie nie było mowy - zauważył.

Po krótkiej katechezie arcybiskupa nadszedł czas na pytania. Pierwsze z nich dotyczyło założenia mówiącego, że aby dobry dialog był możliwy, osoby muszą być sobie równe. Jak zatem ma się to do relacji z Bogiem, która z założenia równą nie jest.

W odpowiedzi arcybiskup potwierdził, że w istocie nie ma żadnej równości między Bogiem a nami, a wręcz nieskończona odległość. Bóg jest Stwórcą całego świata, a człowiek marnym pyłkiem. Ale to jest tylko jedna strona prawdy. Z drugiej, Bóg nie tylko stworzył człowieka na swój obraz, ale także nie zostawił go samego z grzechami, przemijaniem i śmiercią. Zesłał Syna, który stał się człowiekiem i dlatego tę odległość do siebie niesamowicie skrócił.

- Bóg dał się nam dotknąć, dał się nam zobaczyć w Jezusie Chrystusie, (...) I ponieważ stał się On jednym z nas i podjął ludzki los we wszystkim łącznie z cierpieniem i śmiercią. Dzięki temu rzeczywiście mamy, jak pisze św. Paweł apostoł, „śmiały przystęp do Boga". Tak śmiały, że możemy do niego mówić „Abba", czyli „Ojcze", co dosłownie znaczy to „Tatusiu". To jest szczególna relacja z Bogiem i nie byłaby ona możliwa, gdyby nie to, że Bóg każdą i każdego z nas ukochał - tłumaczył arcybiskup.

Metropolita zwrócił także uwagę, że to Bóg wykonuje pierwszy krok do nas. 

- I cały problem polega na tym , co my z tym Bogiem, który do nas przychodzi zrobimy. Czy wyjdziemy Mu na spotkanie, (...) czy odwrócimy się do Niego, czy też, jak w przypadku Sartra, przeklniemy Go.

Kolejny pytający chciał wiedzieć, co znaczy, jak pisze św. Paweł, chwalić Ducha w swoim ciele. Arcybiskup odpowiedź rozpoczął od wytłumaczenia założeń neoplatońskiej koncepcji człowieka, która dominowała za czasów św. Pawła. Otóż mówiła ona, że człowiek składa się z dwóch walczących opcji: ciała i duszy - do tego stopnia, że ciało traktowane było jak więzienie dla duszy i właściwie największym pragnieniem człowieka powinna być uwalniająca śmierć.

 

- Tymczasem chrześcijańska wizja, to patrzenie na człowieka jako na całość. Interpretatorzy tej całości mówią tak: są w nas te dwa elementy duszy i ciała, ale one wewnętrznie tak się przenikają (...), że o człowieku można powiedzieć, że w jakiejś mierze jest ucieleśnioną duszą i uduchowionym ciałem. Do tego stopnia, że nawet najbardziej duchowe czynności w nas, nawet nasza świadomość ma jakieś podłoże cielesne. (...) Nasze życie duchowe ma zakotwiczenie w naszym ciele - tłumaczył.
Arcybiskup dodał także, że ciągle musimy mieć świadomość, że jesteśmy zamieszkaniem Ducha Świętego w nas i nie wolno uczynić nam niczego, co byłoby obrazą Boga w sferze cielesnej. Jesteśmy za świętość ciała odpowiedzialni. Choć jest to niezwykle trudne i wiąże się ze zmaganiem.

Podczas spotkania pojawiła się także prośba o refleksję na temat przeżyć duchowych św. Matki Teresy z Kalkuty, która przez 50 lat swojego życia w żaden sposób nie odczuwała obecności Boga, a wręcz Jego odrzucenie.

- Dotykamy tutaj bardzo ważnego, o ile nie najbardziej istotnego wymiaru chrześcijańskiej wiary. Ta wiara wcale przede wszystkim nie polega na tym, żeby czuć Boga i Jego obecność (...). Najważniejsze dla chrześcijańskiej wiary jest trwanie na dobre i na złe. Także podczas tych trudnych chwil i lat - wyjaśnił metropolita.

 

Kolejny pytający wyraził wielkie pragnienie, by mógł zabierać swoje dzieci na liturgie sprawowane przez takich kapłanów, którzy będą dawać świadectwo autentycznej, żywej wiary w Boga. Nawiązując do tej wypowiedzi, arcybiskup Marek Jędraszewski wskazał na ogromną odpowiedzialność kapłana za to, w jaki sposób sprawuje Eucharystię i inne sakramenty. Może swoją postawą przybliżyć nieba albo może to niebo oddalić. Metropolita podkreślił wagę modlitwy za kapłanów. Podziękował także za kolejne Margaretki, które otrzymuje. Mimo że nie zna modlących się za niego osób, jest za nie ogromnie wdzięczny.

Jedno z ostatnich pytań brzmiało: czy można nawiązać relację z Bogiem bez sakramentu spowiedzi? 

- Ważne, żebyśmy mieli z Bogiem relację dziecka do Ojca. A ta relacja jest możliwa wtedy, kiedy jesteśmy w stanie łaski uświęcającej. I to jest najważniejsze. Żeby w tej postawie dziecka trwać, konieczne jest korzystanie z sakramentu pojednania - jednoznacznie powiedział arcybiskup. Przypomniał, że wielcy święci regularnie i często przystępowali do spowiedzi. Metropolita dodał także, że bałby się ludzi, którzy lekceważą sakrament pokuty twierdząc, że sobie sami wszystko z Bogiem omówią. Zaznaczył, że taka postawa bliska jest grzechom przeciwko Duchowi Świętemu.

 Wszystkie informacje na temat czasu, miejsca i tematyki kolejnych dialogów znaleźć można na stronie: dialogi.pl

 

sierpień 201712sobota

Św. Wawrzyniec

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

ŚW. WAWRZYNIEC, DIAKON I MĘCZENNIK

Diakon Wawrzyniec należał niegdyś do najbardziej popularnych świętych. Jednakże historia nie przekazała nam szczegółowych informacji o jego życiu i działalności duszpasterskiej, dlatego też jego osobę możemy poznać tylko z tradycji. Według zachowanych Akt Męczeństwa św. Wawrzyniec miał pochodzić z Hiszpanii, a jego rodzicami byli: Orencjusz i Pacjencja, czczeni jako święci przez mieszkańców miasta Huesca. Nie wiemy, kiedy św. Wawrzyniec pojawił się w Rzymie. Należał jednak do duchowieństwa tego miasta i cieszył się zaufaniem papieża św. Sykstusa II. Właśnie jemu św. Sykstus II powierzył administrację dóbr kościelnych oraz opiekę nad ubogimi Rzymu.

Za panowania cesarza Waleriana (253 - 260) wybuchło nowe prześladowanie chrześcijan. Cesarz wydał edykt, na podstawie którego wszyscy sprawujący w gminach chrześcijańskich jakieś urzędy, mieli być skazywani na śmierć bez postępowania sądowego. Stąd też policja cesarska w dniu 6 VIII 258 r. aresztowała papieża św. Sykstusa II podczas sprawowania Eucharystii w katakumbach. Tego samego dnia ścięto papieża i asystujących mu czterech diakonów. Edykt cesarski nakazywał nie tylko likwidować chrześcijan, ale także mienie kościelne. Nie aresztowano początkowo św. Wawrzyńca, aby wydobyć od niego wiadomości o stanie majątku kościelnego. Czyniono wysiłki ze strony policji, aby zmusić św. Wawrzyńca do przekazania majątku na rzecz władz cesarstwa. Diakon spodziewając się aresztowania
i tortur, rozdał wszystkie pieniądze kościelne ubogim. Kiedy sędzia nakazał św. Wawrzyńcowi wydać skarby kościelne, ten zebrawszy obdarowanych ubogich powiedział, że właśnie ci ludzie są tymi poszukiwanymi skarbami. Sędzia nakazał diakona siec biczami,
a następnie rozłożyć go na kracie i tak przypalać ciało, aż męczony odpowie na zadawane pytanie. Święty nie załamał się podczas męczeństwa, nie wyparł się wiary i odniósł wspaniałe zwycięstwo, oddając życie za Chrystusa 10 VIII 258 r.

Ciało męczennika pochował kapłan św. Justyn. Na jego grobie cesarz Konstantyn Wielki wystawił bazylikę. Imię św. Wawrzyńca weszło do Kanonu rzymskiego (dzisiaj I modlitwa eucharystyczna). Powstało wiele świątyń poświęconych św. Wawrzyńcowi, w samym Rzymie było ich kilkanaście.

Św. Wawrzyniec jest patronem diecezji pelplińskiej, miasta Norymbergi, bibliotekarzy, kucharzy, piekarzy, uczniów, studentów, ubogich, bibliotek, administratorów, straży pożarnych, wszystkich zwodów, które są bezpośrednio związane z ogniem, winnic; wzywano go jako orędownika w chorobach reumatycznych, przy bólu pleców, podczas pożarów. W ikonografii przedstawia się go jako diakona w stroju diakońskim z kratą, na której był męczony; z Ewangelią i Krzyżem; jako rozdającego jałmużnę ubogim (torebka na pieniądze), z palmą męczeństwa.

Liturgiczny obchód ku czci św. Wawrzyńca, diakona i męczennika, przypada na dzień
10 sierpnia i ma rangę święta. W Archidiecezji Białostockiej tylko w parafii Dolistowo obchodzi się uroczystość, ponieważ parafia i kościół noszą imię naszego Patrona. Liturgia mszalna, jak i Liturgia Godzin (t. IV, s. 1035 - 1042) przybliżają nam osobę świętego
i poprzez swoje teksty umożliwiają zanoszenie modlitw do Boga za wstawiennictwem św. Wawrzyńca. W kolekcie mszalnej prosimy miłosiernego Boga, abyśmy miłowali to, co miłował św. Wawrzyniec i tak samo czynili, skoro on z gorącej miłości do Niego wiernie służył ubogim i odważnie poniósł męczeństwo. W modlitwie nad darami oddając cześć św. Wawrzyńcowi prosimy, aby składane podczas Eucharystii dary przyniosły nam zbawienie. Modlitwa po Komunii zawiera prośbę, abyśmy posileni Eucharystią w dzień św. Wawrzyńca, otrzymali bardziej obfite owoce odkupienia. W Liturgii Godzin zamieszczono fragment kazania św. Augustyna wygłoszonego w dzień męczeństwa. Kaznodzieja podkreśla, że św. Wawrzyniec poprzez swoje męczeństwo „zdeptał rozszalały świat, wzgardził jego pochlebstwami, a w ten sposób podwójnie zwyciężył szatana”. Św. Augustyn przypomina też, że św. Wawrzyniec jako diakon w Kościele rzymskim był podczas Eucharystii szafarzem Najdroższej Krwi Chrystusa (Komunii św. pod drugą postacią - wina), w tymże Kościele przelał swoją własną krew dla imienia Zbawiciela. Na innym miejscu św. Augustyn mówi, że tak jak Jerozolima cieszy się diakonem św. Szczepanem, tak Rzym (Kościół zachodni) raduje się swoim patronem św. Wawrzyńcem. Zakończmy nasze rozważania fragmentem hymnu z Nieszporów:

„Ogniem palony, lecz mężnego ducha,

Zwalczył odważnie lęk przed płomieniami,

Pragnął on bowiem z całej głębi serca

Wiecznego życia.

Wszedł więc do nieba uwieńczony chwałą

Świętych aniołów otoczony chórem,

Aby do Boga wznosić swe modlitwy

Za grzesznikami.

Z wielką pokorą prośmy męczennika,

Aby nam wszystkim przyniósł wyzwolenie

Z żaru pokusy i brzemienia winy,

A wiarę wzmocnił”.

Autor opracowania: Ks. Stanisław Hołodok

 

opr. ab/ab  

sierpień 20171wtorek

Rocznica śmierci Kardynała Franciszka Macharskiego

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

Kraków: rocznica śmierci kard. Macharskiego 2.08.2017

 

… „Gdy 2 sierpnia 2016 roku Dzwon Zygmunta obwieścił śmierć Kardynała Franciszka Macharskiego, cały Kraków pogrążył się w smutku. Dla wielu współmieszkańców (bo jak sam o sobie mówił, był tylko zwykłym obywatelem Krakowa) jego odejście było wielką stratą. Odszedł nie tylko duszpasterz, ale także wielki autorytet krakowian” – wskazują organizatorzy wydarzenia w zaproszeniu skierowanym do melomanów. Kard. Macharski znany był ze swojej miłości do muzyki. Często odwiedzał filharmonię, był słuchaczem koncertów muzyki sakralnej w krakowskich kościołach, również u św. Katarzyny na Kazimierzu.

Kard. Franciszek Macharski odszedł rok temu, w święto Matki Bożej Anielskiej, 2 sierpnia. Kraków żegnał swojego arcybiskupa w czasie kilkudniowych uroczystości pogrzebowych. W wystawionej dla mieszkańców miasta Księdze Kondolencyjnej wyrażano ból i smutek, ale także wdzięczność za życie i posługę zmarłego metropolity krakowskiego.

„Eminencjo, wierzę głęboko, że teraz Aniołowie trzymają Cię za ręce, tak jak Ty w kwietniu 2011 r. trzymałeś mnie za rękę, gdy ciężko chory przebywałem w Centrum Onkologii. Twoje słowa, gesty, niewyobrażalna pokora, zrozumienie, dały mi wówczas tak wiele, że nie jestem w stanie tego wyrazić” – czytamy w jednym ze wpisów. „Kraków już nie będzie taki sam”, „Odeszło do Pana wielkie serce Krakowa”, „Byłeś osobą bliską każdemu”, „Byłeś wielki, jesteś wielki i pozostaniesz wielki” – mówią kolejne.

Repatriantka z Kazachstanu dziękowała kardynałowi za ochrzczenie dzieci, a mieszkańcy jednej z parafii – za obecność i pomoc w czasie powodzi. Anonimowy Andrus zapisał: „Ty Andrusie! - tak mnie nazywałeś. Będziesz w niebie, Franciszku. Będę się modlił”.

Po odejściu kard. Macharskiego papież Franciszek napisał: „Przewodził Kościołowi w Krakowie w niełatwych czasach politycznych i społecznych transformacji, z mądrością, ze zdrowym dystansem do rzeczywistości, dbając o poszanowanie godności każdego człowieka, o dobro wspólnoty Kościoła, a zwłaszcza o zachowanie żywej wiary w sercach ludzi”.

Ojciec Święty wspominał również odwiedziny w szpitalu u ks. kardynała podczas swojej wizyty w Krakowie z racji Światowych Dni Młodzieży. „W tym ostatnim etapie życia był bardzo doświadczony cierpieniem, które znosił z pogodą ducha. Również w tym doświadczeniu pozostał świadkiem zawierzenia dobroci i miłosierdziu Boga. Takim pozostanie w mojej pamięci i modlitwie” – wyznał papież.

 

Franciszek Macharski urodził się 20 maja 1927 roku w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął 2 kwietnia 1950 roku z rąk kard. Adama Stefana Sapiehy. Studiował też teologię we Fryburgu w Szwajcarii.

29 grudnia 1978 r. został mianowany biskupem, dzień później – arcybiskupem metropolitą krakowskim. Sakrę biskupią przyjął 6 stycznia 1979 roku z rąk papieża Jana Pawła II. Uroczysty ingres do katedry wawelskiej odbył się 28 stycznia 1979 r. 30 czerwca 1979 roku został kreowany kardynałem.

W latach 1979-1994 kard. Franciszek Macharski był wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Pełnił funkcje przewodniczącego Komisji ds. Nauki Katolickiej i Komisji ds. Apostolstwa Świeckich. Należał do watykańskich kongregacji: ds. Biskupów, ds. Duchowieństwa, ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego oraz ds. Wychowania Katolickiego.

Na emeryturę przeszedł w 2005 roku. Od tego czasu mieszkał na terenie sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta w Krakowie.

Kardynał Franciszek zmarł 2 sierpnia 2016 r., spoczął w krypcie katedry wawelskiej.

 

kwiecień 201727czwartek

Jan XXIII i Jan Paweł II

Autor: ks. Jan Piwowarczyk

3 lata temu Jan XXIII i Jan Paweł II zostali ogłoszeni świętymi …

 

… Przed Mszą św. wierni zebrani na Placu św. Piotra odmówili po włosku Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Poszczególne części Koronki przeplatane były fragmentami homilii bł. Jana Pawła II z kanonizacji s. Faustyny Kowalskiej, z których pierwszy odczytano po polsku, a także dwóch przemówień bł. Jana XXIII o miłosierdziu Bożym.

 

Święci Kościoła powszechnego

 

Po Litanii do Wszystkich Świętych prefekt Kongregacji ds. Kanonizacyjnych, kard. Angelo Amato w towarzystwie postulatorów, ks. prałata Sławomira Odera, odpowiedzialnego za proces kanonizacyjny bł. Jana Pawła II oraz o. Giovangiuseppe Califano OFM, odpowiedzialnego za proces Jana XXIII, podeszli do papieża i trzykrotnie poprosili o przystąpienie do kanonizacji błogosławionych.

"Ojcze Święty, Święta Matka Kościół usilnie prosi, aby Wasza Świątobliwość zaliczył do katalogu świętych błogosławionych Jana XXIII i Jana Pawła II i aby jako tacy mogli być czczeni jako święci przez wszystkich wiernych" - powiedział kard. Amato, prosząc o kanonizację po raz pierwszy.

Na te słowa papież odpowiedział: "Bracia najmilsi, wznieśmy nasze modlitwy do Boga Ojca Wszechmogącego przez Jezusa Chrystusa, aby za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny i wszystkich świętych wspierał swoją łaską to, czego uroczyście dokonujemy. Wysłuchaj Panie łaskawie nasze prośby, aby to, co czynimy przez naszą posługę, podobało się Tobie i przyczyniło się do rozwoju Kościoła. Przez Chrystusa Pana naszego".

Prosząc po raz drugi kard. Amato powiedział: "Ojcze Święty, umocniony jednomyślną modlitwą Kościół Święty jeszcze usilniej prosi, aby Wasza Świątobliwość zaliczył tych swoich wybranych synów do katalogu świętych". Na te słowa Franciszek odpowiedział: "Przyzywajmy więc Ducha Ożywiciela, aby oświecił nasz umysł i aby Chrystus Pan nie pozwolił swojemu Kościołowi błądzić w tak ważnym dziele".

Trzecią z próśb poprzedzono śpiewem hymnu do Ducha Świętego - Veni Creator Spiritus. Po ostatniej prośbie papież wygłosił formułę kanonizacyjną: "Na chwałę Świętej i Nierozdzielnej Trójcy, dla wywyższenia wiary katolickiej i wzrostu życia chrześcijańskiego, na mocy władzy naszego Pana Jezusa Chrystusa i świętych Apostołów Piotra i Pawła, a także Naszej, po uprzednim dojrzałym namyśle, po licznych modlitwach i za radą wielu naszych Braci w biskupstwie orzekamy i stwierdzamy, że błogosławieni Jan XXIII i Jan Paweł II są świętymi i wpisujemy ich do katalogu świętych, polecając, aby odbierali oni cześć jako święci w całym Kościele".

Po tych słowach rozległy się rzęsiste brawa, także w sektorze dziennikarskim na dachu kolumnady okalającej Plac św. Piotra.

Zaraz potem przy wtórze pieśni "Wychwalajcie Pana, śpiewajcie Panu" na ołtarz wniesiono relikwie obydwu świętych: relikwiarze - z krwią Jana Pawła II i z fragmentem skóry Jana XXIII, pobranej podczas jego ekshumacji przed beatyfikacją w 2000 r.

Relikwie papieża Roncallego do ołtarza niosło sześć osób, w tym krewni: Letizia Roncalli Beltramino Roncalli, Maria Roncalli, Flaviano Roncalli, burmistrz Sotto il Monte oraz prezes stowarzyszenia Jana XXIII. Relikwie papieża Wojtyły niosło też sześć osób, w tym uzdrowiona przezeń prawniczka z Kostaryki - Floribeth Morez Diaz oraz Julka Lipińska z Konina, Andrea Maria Moubarak, Giuseppe Tett, Veronica de Andreis, Julia Desilets.

Następnie kard. Amato w imieniu całego Kościoła poprosił, aby Ojciec Święty polecił wydać list apostolski o dokonanej kanonizacji. "Tak zarządzamy" - odpowiedział krótko Franciszek.

 

Odważni pasterze XX wieku, papieże Soboru Watykańskiego II

 

”Byli kapłanami, biskupami i papieżami dwudziestego wieku. Poznali jego tragedie, ale nie byli nimi przytłoczeni. Silniejszy był w nich Bóg” – powiedział Franciszek o Janie Pawle II i Janie XXIII w homilii podczas Mszy św. kanonizacyjnej. Podkreślił, że nowi święci dawali swoimi pontyfikatami świadectwo Bożej dobroci i miłosierdzia. Jana Pawła II nazwał „papieżem rodziny”, podkreślając, że sam Wojtyła chciał być tak właśnie zapamiętany.

Papież zaznaczył, że obaj święci przewodnicy Kościoła mieli odwagę być blisko człowieka i jego trudności. Głosili Bożą dobroć i miłosierdzie, dostrzegając w każdym cierpiącym Jezusa: „Nie wstydzili się ciała Chrystusa, nie gorszyli się Nim, Jego krzyżem. Nie wstydzili się ciała swego brata (...)” - przypomniał kaznodzieja.

Nawiązując do obchodzonej w tym dniu Niedzieli Miłosierdzia Bożego powiedział, że wyniesieni na ołtarze papieże „mieli odwagę oglądania ran Jezusa, dotykania Jego zranionych rąk i Jego przebitego boku”. Podkreślił, że to właśnie rany Chrystusa znajdują się w centrum święta Bożego Miłosierdzia. „Rany Jezusa są zgorszeniem dla wiary, ale są również sprawdzianem wiary. Dlatego w ciele Chrystusa Zmartwychwstałego rany nie zanikają, lecz pozostają, gdyż rany te są trwałym znakiem miłości Boga do nas (...)” – oświadczył Ojciec Święty.

Zaznaczył, że dzięki świętym Janowi Pawłowi II i Janowi XXIII Kościół mógł doświadczać entuzjazmu pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej, żyjącej w Jerozolimie – pierwotnego Kościoła, żyjącego w miłości, miłosierdziu, prostocie i braterstwie. Święci papieże byli bowiem przepełnieni radością i nadzieją Zmartwychwstania, którą przekazywali obficie wiernym. "Św. Jan XXIII i św. Jan Paweł II współpracowali z Duchem Świętym, aby odnowić i dostosować Kościół do jego pierwotnego obrazu, który nadali mu święci w ciągu wieków” – zaznaczył papież. Podkreślił też odwagę i siłę, z jaką nowi święci mierzyli się z trudnościami swoich czasów.

Przypomniał dalej, że obaj jego poprzednicy realizowali w Kościele niezwykle istotne misje. Dziełem pontyfikatu Jana XXIII był Sobór Watykański II, któremu przyświecał obraz pierwotnego Kościoła – prostego i pełnego miłości. „Zwołując Sobór, Jan XXIII okazał taktowne posłuszeństwo Duchowi Świętemu, dał się Jemu prowadzić i był dla Kościoła pasterzem, przewodnikiem, który sam był prowadzony. To była jego wielka posługa dla Kościoła. Był papieżem posłuszeństwa Duchowi Świętemu” – powiedział Franciszek.

Wyraził nadzieję, że obaj papieże duchowo towarzyszą toczącemu się procesowi synodalnemu dotyczącemu rodziny i wspierają go. „Niech ci obaj nowi święci pasterze Ludu Bożego wstawiają się za Kościołem, aby w ciągu tych dwóch lat procesu synodalnego był on posłuszny Duchowi Świętemu w posłudze duszpasterskiej dla rodziny. Niech nas obaj nauczą, byśmy nie gorszyli się ranami Chrystusa, abyśmy wnikali w tajemnicę Bożego Miłosierdzia, które zawsze żywi nadzieję, zawsze przebacza, bo zawsze miłuje” – zakończył homilię Ojciec Święty.

Modlitwę Wiernych odmówiono w pięciu językach: hiszpańskim, arabskim, angielskim, chińskim i francuskim. Modlono się o pokój i ustanie nienawiści na świecie, za grzeszników i błądzących, w obronie życia oraz za ludzi kultury, nauki i rządzących. Po francusku modlitwę wypowiedziała siostra Marie Simon-Pierre Normand, uzdrowiona za wstawiennictwem Jana Pawła II, który to cud posłużył do jego beatyfikacji.

 

Realizujcie ich nauczanie!

 

W wieńczącej uroczystość modlitwie Regina Caeli Franciszek wezwał do uczczenia pamięci świętych papieży przez wypełnianie ich nauczania. Podziękował za obecność papieżowi-seniorowi Benedyktowi XVI, a także kardynałom, biskupom i kapłanom za udział w koncelebrze. Wyraził wdzięczność oficjalnym delegacjom z różnych krajów, "przybyłym, aby złożyć hołd dwóm papieżom, którzy wnieśli trwały wkład do sprawy pokoju i rozwoju narodów". Podziękował też władzom włoskim "za cenną współpracę" przy organizacji tego wydarzenia.

Zwracając się do pielgrzymów z diecezji Bergamo i Krakowa, papież zaznaczył, że najlepszym sposobem uczczenia obu nowych świętych będzie wierne wypełnianie ich nauczania.

Na zakończenie pozdrowił wszystkich pielgrzymów zgromadzonych na Placu Św. Piotra i w innych miejscach Rzymu oraz tych, którzy wzięli udział w tych uroczystościach za pośrednictwem radia i telewizji. Oddzielnie pozdrowił chorych i osoby w podeszłym wieku, którzy - jak przypomniał - byli szczególnie bliscy nowych świętym.

Po modlitwie Franciszek raz jeszcze podszedł do papieża-seniora i podziękował mu za przybycie. Potem żegnał się z oficjalnymi gośćmi m.in. z prezydentem Komorowskim i jego małżonką Anną.

Uroczystość zakończyła się długim przejazdem papieża między sektorami wiernych, którzy wznosili na jego cześć okrzyki: "Viva il Papa!" - "Niech żyje papież!".

We Mszy św. kanonizacyjnej uczestniczyły 93 oficjalne delegacje państwowe. Wśród nich były 24 głowy państw, m.in. prezydenci Włoch i Polski, Giorgio Napolitano i Bronisław Komorowski, którzy reprezentowali kraje pochodzenia nowych świętych papieży. Byli też legendarny przywódca "Solidarności" i były prezydent Lech Wałęsa oraz polski premier Donald Tusk.

Przybyli też prezydenci i szefowie rządów m.in. Bułgarii, Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Francji, Libanu, Litwy, Paragwaju, Hondurasu, Słowacji, Słowenii i Węgier. Wśród koronowanych głów obecni byli: była belgijska para królewska Albert II z żoną Paolą, król Hiszpanii Juan Carlos z żoną Sofíą, wielki książę Luksemburga Henryk oraz książę Liechtensteinu Jan-Adam II. Unię Europejską reprezentowali przewodniczący: Rady Europejskiej - Herman van Rumpuy i Komisji Europejskiej - José Manuel Barroso.

Przybyły także delegacje innych wyznań i religii: Kościołów prawosławnych, anglikańskiego, społeczności islamskiej i 20 delegatów judaizmu, wśród nich naczelny rabin Polski dr Michael Schudrich. Ponadto obecni byli są przedstawiciele wspólnoty żydowskiej z USA, Włoch, Izraela i Argentyny.

W kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II wzięli też udział dwaj bliscy przyjaciele papieża Franciszka: rabin Abraham Skórka z Buenos Aires i Claudio Epelman - dyrektor wykonawczy Latynoamerykańskiego Kongresu Żydowskiego.

Podczas Eucharystii, komunii na Placach - św. Piotra i Piusa XII udzielało 600 kapłanów. Dalszych dwustu udało się do wiernych znajdujących się na via della Conciliazione.

Uroczystości kanonizacyjne relacjonowało 2259 dziennikarzy z 64 krajów.

Za bezpieczeństwo 800 tys. pielgrzymów na Placu św. Piotra i na okalających go ulicach odpowiadało 10 tys. agentów; przygotowano też 31 polowych ambulatoriów i ponad 80 zespołów pomocy lekarskiej. Za pośrednictwem mediów kanonizację śledziło ok. dwóch miliardów ludzi na całym świecie.